niedziela, 7 maja 2017

155. Morderstwo, Sandomierz i po raz drugi Teodor Szacki

     Były dobre słowa, pochwały a nawet zachwyty. Czas najwyższy (a szkoda) na krytykę. Niewielką na szczęście zwłaszcza, że wciąż dobitnych plusów w drugiej części trylogii Miłoszewskiego nie brakuje.

     Kontynuacja "przygód" prokuratora Teodora Szackiego to wciąż bardzo dobrze dopracowana historia. Jest morderstwo, jest ciało i sensowny krąg podejrzanych. Niestety (albo wręcz przeciwnie), jak to zwykle w kryminałach bywa: im dalej w las, tym więcej drzew. Szacki szuka, znajduje i błądzi jednocześnie. Kolejna intryga, z kolejnymi ciekawymi wątkami. 
     Życie prywatne prokuratora, które tak mnie zaintrygowało w pierwszej części, w kolejnej jest wciąż na nowo odkrywane. Szacki jest po rozstaniu z żoną i mota się poszukując szczęścia w samotności. Znowu realne i sensowne dylematy, po raz drugi dające nam- czytelnikom do myślenia.
     Akcja toczy się tym razem w Sandomierzu (poprzednio była to Warszawa) i składam wielki ukłon w stronę autora, który na potrzeby tej książki niesamowicie dobrze to miasto poznał. Architektura i poszczególne opisy są tak dopracowane, że pewnie u niejednego czytelnika wzbudziły podziw.
     I to tyle jeśli chodzi o plusy- bardzo ważne i przeważające zresztą. Czas na pierwsze, jak na Miłoszewskiego, wskazane przeze mnie minusy.
     Miłoszewski, jako pisarz, określa Sandomierz jako piękne miasto. W "Ziarnie prawdy" jednak, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, opisuje je jako brudną, zapadłą dziurę, tak w niektórych momentach krytykowaną, że pewnie niejeden fan autora z tego miasta mocno się obraził. No to jak jest w końcu się pytam? Ładny ten Sandomierz czy paskudny? Z leksza się w tej kwestii pogubiłam.
     Zygmunt Miłoszewski nie wierzy (albo udaje, że nie wierzy) w bystry umysł czytelnika. W drugiej części trylogii wyjaśnienie (czy też aluzja) tytułu pojawia się zbyt wiele razy. Raz, czy dwa- ok, to jest norma. Ale dziesięć razy?? To już raczej lekka przesada.
     I na koniec coś, co mnie rozczarowało najbardziej. Osoba mordercy. Nie napiszę, nie zdradzę, ale.. nie mogę się powstrzymać przed tym, by powiedzieć, że jeśli to był ostateczny winowajca całej afery to po co było to całe zamieszanie? Nie można było tak od razu?
     Czytać czy nie czytać w takim razie? Jak najbardziej czytać! Bo tak jak napisałam na samym początku- druga części trylogii Miłoszewskiego to kolejny dobry kryminał. Z przeważającymi plusami oczywiście. Z moimi minusami, poza tym, wcale się nie musicie zgodzić. Najlepiej będzie, jeśli książkę ocenicie sami.

4 komentarze:

  1. Jesteś ze Śląska? :) Długo szukałam wyrażenia "z leksza" i znalazłam w słowniku gwary śląskiej. To przepiękne wyrażenie, super, że ktoś używa jeszcze wyrażeń gwarowych. Strugaczka zamiast temperówki pozdrawia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem i nie miałam pojęcia, że wyrażenie "z leksza" jest tak charakterystyczne, ale to może dlatego, że niedaleko Śląska mieszkam ;-) Moja mama nazywa temperówkę strugaczką :-D Dziękuję za odwiedziny i również pozdrawiam!

      Usuń
  2. Mnie dwa pierwsze tomy się podobały, ale wciąż nie przeczytałam trzeciego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przeczytałam już trzeci i podobnie,jak pozostałe dwa,oceniam go naprawdę dobrze :-)

      Usuń