sobota, 15 kwietnia 2017

152. "Grunt pod nogami" polskiego onkocelebryty

     Nazywał siebie onkocelebrytą. I chyba za ten dystans i bystrość był najbardziej lubiany. Czytając kolejny wywiad, jeszcze bardziej żałowałam, że już go między nami nie ma. Na szczęście pozostawił po sobie wiele cennych słów i refleksji.
     Im bardziej ktoś jest inny, im bardziej ktoś jest dziwny, tym bardziej ma twarz Chrystusa.
     Bóg jest stały, niezmienny,, wierny. To my bywamy niewierni.
     Jedynym celem naszego życia jest zbawienie. Wszystkie środki mają służyć temu celowi, nawet zarabianie forsy. A może szczególnie to zarabianie, żeby nie być chciwym, żyć godnie, wygodnie, ale się dzielić. Zarabianie forsy, robienie kariery ma nam nie przeszkodzić, ale pomóc w osiągnięciu tego najważniejszego celu, jakim jest zbawienie.
     Moja matka wzdycha: "Boże, mój syn żebrakiem...", a ja jej odpowiadam: "To prawda, mamo, ale ekskluzywnym, bo żebrzę w kościele, a nie przed."
     My, katolicy, mamy to szczęście, że nasze życie nie kończy się wraz ze śmiercią.
     Nie bójcie się śmierci. To może dziwnie zabrzmi, śmierć nie może być smutna i straszna. Ona jest tak oczywista jak życie. Zaprzeczanie temu jest idiotyzmem. Albo my tę śmierć weźmiemy za rogi, przygotujemy się na nią poprzez godne życie, przez niełamanie sumienia, albo nas rozpacz wdepcze w ziemię, zniszczy nasze człowieczeństwo. Dlatego bardzo was proszę: odwagi! Nie bójcie się zwłaszcza bycia blisko, kochania się i- tu was zaskoczę- także umierania.
     Nie o to chodzi, żeby pomagać innym i żyć w utrapieniu, w nieustannej męce, ale żeby być dla innych z radością. Proszę ucieszyć się z tego, co jest dobre w waszych rodzinach: z miłości, bliskości. A jeżeli jest coś złego, to spróbujcie to zmienić już dzisiaj, nie czekając na jutro.
     Tak bardzo bym chciał się starzeć pogodnie, jeżeli to mi będzie w ogóle dane. Chciałbym się starzeć na takiego dobrego ojca, ciepłego dziadka. Chciałbym, żeby takie było moje może nie dziadostwo duchowe, ale ojcostwo duchowe. Żebym innych przyciągał do siebie.
     Błąd polega na tym, że zła szukamy w innych, nie w sobie.
     Walka o lepszą wersję siebie. Można słabo zacząć, a dobrze skończyć.
     Pamiętajmy, że pycha kroczy tuż przed upadkiem.
     Co Bóg nam przez to chce powiedzieć? Jesteś moim synem. Jestem przy tobie zawsze, zwłaszcza wtedy, kiedy twój świat wali Ci się na głowę. Nie zostawiam cię nawet wtedy, kiedy mnie nie czujesz.
     Bycie blisko Jezusa jest już naszą wygraną, bo wtedy jesteśmy wielcy, zdolni do najpiękniejszych rzeczy. 
     Może trzeba zapytać nieco inaczej: czy nie jesteśmy krzyżem dla innych? To też jest ważne pytanie. Może przez zwykłą, codzienną nieuprzejmość, przez uwzięcie się na kogoś, kto nas potwornie denerwuje, stajemy się dla innych krzyżem? Przyjrzyjmy się naszym domom. Jeżeli nie jesteśmy w stanie wstać z łóżka bez focha, jeżeli specjalnie ranimy naszych najbliższych, tych, którzy nas najbardziej kochają, bo doskonale ich znamy i wiemy, gdzie uderzyć, by najmocniej zabolało- to chyba mamy teraz nad czym myśleć.
Tak wiele i wciąż mało jednocześnie..
     Jeżeli te cytaty nie zdołają Was przekonać do księdza Jana Kaczkowskiego, to nawet najlepsza recenzja tego nie zrobi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz