niedziela, 9 kwietnia 2017

149. Dziennik Anny Frank

     Dziś opowiem Wam o jednej z najważniejszych książek XX wieku. Napisała ją trzynastoletnia dziewczynka, którą tylko z racji wieku można nazwać niewinną istotą. Bo tak naprawdę była nad wyraz dojrzała, mądra i spostrzegawcza. Do tego stopnia, że do dziś niejednego czytelnika wprawia w zdumienie.


     II wojna światowa. Zwykłe mieszkanie w centrum Amsterdamu nagle staje się schronieniem, więzieniem i całym światem dla żydowskiej nastolatki Anne, jej rodziny i znajomych. Przez ponad dwa lata, w ciągłym strachu przed wykryciem, próbują oni normalnie żyć, łagodzić codzienne konflikty, doceniać małe radości. Największą tajemnicą Anne jest zmyślona przyjaciółka Kitty, której opowiada o wszystkim, co dzieje się w kryjówce: przerażeniu, plotkach, kłótniach, pierwszej miłości. Sekretne listy do Kitty układają się w przejmujący dziennik dziecka, obdarzonego niezwykłym zmysłem obserwacji i dojrzałością. Ostatni zapisek powstał 1 sierpnia 1944 roku – na trzy dni przed aresztowaniem i wywiezieniem do obozu koncentracyjnego wszystkich mieszkańców kryjówki.
     Ojciec Anne, Otto H. Frank, przeżył wojnę i w 1963 roku założył fundację, która czuwa nad rozpowszechnianiem cudem ocalonego dziennika córki. W 2013 roku Fundacja im. Anne Frank rozpoczęła współpracę z UNICEF-em. Dzięki temu część dochodów ze sprzedaży niniejszej książki zostaje przekazana na cele walki o prawa dzieci na całym świecie.
     Teraz już wiecie, dlaczego ta książka jest tak ważna i dlaczego każdy, podkreślam KAŻDY, powinien ją przeczytać? Ja wielokrotnie ten moment odkładałam, ale cieszę się, że wreszcie jeden z moich ważniejszych czytelniczych celów został osiągnięty.
     Początkowo dziennik zabawnej i momentami naiwnej trzynastolatki czyta się bardzo przyjemnie. Anne pisze do wymyślonej przyjaciółki, której się zwierza często z bardzo błahych spraw. Pisze prosto, ale i niesamowicie dojrzale zarazem, co ją z pewnością bardzo odróżnia od innych dzieci w tym wieku.
     Czytałam, uśmiechałam się, ale i byłam przerażona, bo wiedziałam, że to dziecko wraz z rodziną walczy o życie, i że tylko jednej osobie uda się je ocalić..
     (...) błądzę z jednego pokoju do drugiego, schodami na dół i znowu na górę i czuję się jak ptak śpiewający, któremu brutalnie wyrwano skrzydła i który w całkowitej ciemności miota się między prętami ciasnej klatki. Takimi zniewolonymi ptakami byli wszyscy Ci, którzy podczas wojny musieli się ukrywać. Każdy podejrzany szmer, głos napawały śmiertelnym strachem. Mówimy szeptem, chodzimy na palcach, nie odsłaniamy okien, a w razie potrzeby załatwiamy się do słoików.. Permanentny strach przed wykryciem i walka o życie swoje i bliskich. 
     W całej tej brutalnej rzeczywistości mała dziewczynka zastanawia się, pyta: dlaczego ludzie toczą wojny? Czemu to ma służyć? Czy bomby rzeczywiście ważniejsze są od jedzenia? Bo o jedzenie również muszą walczyć. Najpierw wydając swoje oszczędności, a potem sprzedając dobytek. I tylko wielki żal w sercu pozostaje, że pomimo dwóch lat wyrzeczeń, wszystko w końcu idzie na marne.
     Anne stara się, mimo ograniczeń, spędzać czas maksymalnie konstruktywnie. Uczy się, czyta, pisze i pomaga swoim bliskim. W małym, ciasnym więzieniu, pomimo już za małych ubrań i pierwszych, kłopotliwych oznak dojrzewania, Anne udaje się nawet zakochać. I przy tym całym "zakochaniu" i przytulaniu zapadła mi jedna, bardzo poruszająca scena: Anne wraz z chłopcem oglądają na poddaszu pełnię księżyca. Są zachwyceni jego widokiem, który wzmaga jeszcze bardziej tęsknotę za naturą. Kiedy znowu dotkniemy drzew? Kiedy pobiegamy po piasku? Księżyc to nie wszystko, bo natura nie znosi namiastek.
     Dziennik Anny Frank jest piękny, ale i straszny zarazem. Dobra i dojrzewająca trzynastolatka cieszy się każdą chwilą życia- pomimo niewygód i faktu, że to tak naprawdę życie w więzieniu. I jeśli ciężko nam to sobie dziś wyobrazić, to zwierzenia nastolatki z pewnością choć trochę nam tamtejsze realia przybliżą. 

2 komentarze:

  1. Tę książkę czytałam bardzo dawno temu. Niebawem chyba przeczytam ją po raz kolejny. Zawsze, gdy spotykam się z taką historią pozostaje we mnie refleksja, żeby doceniać to, co mam i to, że żyję w kraju wolnym od wojny. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dziennik" Anny Frank przeczytałam po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Jeszcze kiedyś będę chciała do niego wrócić.
      Wdzięczność za życie w wolnym kraju to chyba najcenniejsza refleksja, jaka się powinna pojawiać u czytelników po przeczytaniu każdej tego typu książki.

      Usuń