poniedziałek, 27 lutego 2017

146. Bohaterska Eskadra Kościuszkowska w książce Arkadego Fiedlera

    I nareszcie, po ciągłym odkładaniu, zwlekaniu, ale mimo to wypatrywaniu udało mi się przeczytać osławioną książkę Arkadego Fiedlera i dowiedzieć więcej o dzielnych pilotach z dywizjonu 303 im.Tadeusza Kościuszki.
     Na powyższym zdjęciu przedstawiam dwa wydania osławionego Dywizjonu 303. Wydanie starsze (po lewej) pochodzi z 1989 i ku mojemu zadowoleniu należy do mojej osobistej biblioteczki. Wydanie nowsze, z roku 2011 wypożyczyłam z biblioteki.
     Dwa wydania, na równi popularne adekwatnie do czasu, wiele się od siebie nie różnią. Treść jest taka sama (szkoda, że w późniejszym czasie nie wzbogacona), jednak w wersji nowszej- niestety, zamieszczono o wiele mniej zdjęć niż w poprzedniej.
     Gdyby to były jeszcze zdjęcia zdecydowanie najlepsze- nie miałabym chyba nic przeciwko. Niestety Dywizjon 303 z roku 2011 to książka ze zdjęciami głównie statycznymi. Bardziej postawami i portretami- zamiast energicznymi i radosnymi obrazami, których dla odmiany nie poskąpiło nam wydanie starsze. Dlatego też, jeśli będziecie mieli okazję dotrzeć do egzemplarza starszego- nie zastanawiajcie się i nie szukajcie nowszego. Dla tych, którzy na taką "okazję" nie trafią, przedstawię poniżej kilka zdjęć z wydania starszego, by mimo to za dużo nie stracili.
     Czy ja już kiedyś wspominałam o mojej wielkiej słabości do chłopaków ze słynnej Eskadry Kościuszkowskiej? Nie?? To czas najwyższy się do tego przyznać. Książki, dokument, zdjęcia i permanentne poszukiwanie kolejnych informacji to tylko kilka dowodów na to, że chłopcy z książki Arkadego Fiedlera już dawno skradli moje serce. Kiedy i z jakiego powodu? Nie potrafię powiedzieć, bo niestety nie pamiętam. Możliwe, że wszystko się zaczęło od bardzo dobrego dokumentu, który przy okazji gorąco Wam polecam! Znajdziecie go tutaj.
     Uwielbiając dywizjon 303 nie mogę niczego innego napisać o książce o tym samym tytule, jak tylko to, żebyście ją koniecznie przeczytali, bo naprawdę warto. Postaram się Was do tego zachęcić maksymalnie obiektywnie.
     Słynna "The Battle of Britain" rozpoczęła się 8.sierpnia 1940 roku. Obejmowała 98 głównych ataków ze strony niemieckiej- w tym dwa szturmy generalne (15.września tego samego roku). Anglię zaatakowało łącznie 6 tysięcy bojowych samolotów niemieckich. We wrześniu 1940 roku udało się ich zestrzelić 967 i aż 108 z nich unicestwił dywizjon 303. Piloci tego dywizjonu zniszczyli ostatecznie 126 samolotów wroga.
      Taka odwaga i tyle osiągnięć, a piloci dywizjonu 303 zostali wyróżnieni przez ogół chyba dopiero współcześnie. Podczas II wojny światowej najpierw nie docenili ich sami Anglicy (nie chcąc dopuścić polskich pilotów do toczonych walk), a na równi z nimi nawet i Polacy, którzy najprawdopodobniej zazdrościli im tylu osiągnięć.
     Nie dowierzano,ignorowano a momentami nawet szydzono- na całe szczęście nie wszędzie i nie przez wszystkich. Przez tych najważniejszych niestety jednak dość długo. Na pewno wielu z Was słyszało o słynnych zwycięskich paradach wojskowych w Anglii, do udziału w których nie zapraszano Polaków. Piloci z dywizjonu 303 nie byli wyjątkiem i podobnie jak inni, waleczni i bohaterscy Polacy podziwiali całość uroczystości stojąc w tłumie. Wiedziałam o tym i ja, ale mimo wszystko nie spodziewałam się, że obejmowało to również żołnierzy ryzykujących życie za Anglię. Dywizjon 303 Arkadego Fiedlera na szczęście nie raz nam o tym przypomina.
     Pierwsze wydanie Dywizjonu 303 pojawiło się jeszcze w okupowanej Polsce w roku 1943 (!). Po tej informacji po prostu nie możecie tego tytułu zignorować. Wydanie z 2011 roku jest już wydaniem XXX i, wbrew pozorom, wcale nie musicie się interesować historią, by ta książka przypadła Wam do gustu.
     To pozycja idealna nawet dla laika. Fiedler pisze językiem prostym, zrozumiałym; czasem poetyckim, ale mimo to wciąż ujmującym. Poszczególne bitwy i manewry opisane są w taki sposób, że co najwyżej zachwycają swą niepowtarzalnością i bohaterstwem- bo na pewno nie zanudzają. Książkę Dywizjon 303 przeczytałam jednym tchem i wierzę mocno, że w przyszłości jeszcze nie raz do niej wrócę. Opornych na tego typu literaturę uspokoję ostatnim argumentem: te zaledwie 100 stron czyta się naprawdę szybko.
     Lekarzem specjalistą od chorób metalowych jest.. mechanik. Doceniany zresztą na równi przez autora, co sam pilot. Tego typu ciekawostki, a dodatkowo wiele anegdot i ważnych informacji znajdziecie w kultowym Dywizjonie 303, do którego po prostu nie można nie czuć sympatii. Sukces i kunszt tej wysoko ocenianej przeze mnie i innych pozycji potwierdza pomysł ekranizacji, która już niebawem pojawi się na ekranach kin. Już na samą myśl zacieram z radości ręce! I na pewno nie jestem jedyna.
     Na koniec zamieszczam obiecane wcześniej zdjęcia. Pierwsze kilka z wydania nowszego, kolejne (na pożółkłych ze starości kartkach) ze starszego, które jak już wcześniej napisałam, w wyrazie są zdecydowanie bogatsze i bardziej "ludzkie".
Jeden z pilotów i dowódców: przystojny Witold Łokuciewski

"Lekarz specjalista od chorób metalowych"

Jedno z moich ulubionych zdjęć-kadłub samolotu 
z oznaczeniem 126 zestrzelonych "adolfików".

Najsłynniejszym fragmentem Dywizjonu 303 jest opowiadanie Chmura

Po prawej kolejny mój "ulubieniec": Władysław Sikorski

Kolejni "lekarze specjaliści od chorób metalowych"

     I z pewnością domyślacie się, że to nie moja ostatnia przygoda z chłopakami z Eskadry Kościuszkowskiej. Tym razem nie mam na myśli filmu, ale książkę, do której mam zamiar zajrzeć zdecydowanie wcześniej:
     Wspomnienia słynnego dowódcy dywizjonu 303: Witolda Urbanowicza. Mam w planach do nich dotrzeć jeszcze w tym roku i oczywiście tradycyjnie swoje kolejne wrażenia Wam zrelacjonuję.

2 komentarze:

  1. Po przeczytaniu Twojego dzisiejszego wpisu wyszperałam ze swojej biblioteczki "Dywizjon 303" :) Chyba czas ponownie zajrzeć do tej książki :)
    Chętnie przeczytam również książkę Witolda Urbanowicza. Wiedzy w tym temacie nigdy dość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to prawda. Bardzo chętnie przeczytam książkę Urbanowicza i wiele innych, które mam nadzieję, jeszcze w przyszłości się ukażą :-)

      Usuń