wtorek, 17 stycznia 2017

139. Im dalej- tym lepiej, czyli ostatnia (podobno) część przygód komisarza Forsta

     Szukam odpowiedniej metafory/ powiedzenia, które by pasowało do moich ogólnych wrażeń a propos trylogii z komisarzem Forstem. Przy kilkuodcinkowej historii najczęściej epizod pierwszy jest najlepszy, a pozostałe niestety już mniej porywające. U Remigiusza Mroza jest całkiem (ku uciesze kolejnego czytelnika) na odwrót. "Trawers", jako część trzecia, jest chyba z nich wszystkich najlepszą.
     Dużo pisać nie będę. Szczerze- to nawet dość niewiele. I to nie dlatego, że na temat ostatniego tomu przygód komisarza Forsta mam niewiele do powiedzenia. Przyczyna mej małomówności jest tylko jedna, za to bardzo znacząca: "Trawers" przeczytałam wiele dni i książek temu i tylko z takiej przyczyny nie jestem w stanie tego tytułu skrupulatnie i ze świeżymi wrażeniami zrecenzować. Takie są niestety skutki końcoworocznego zaniedbywania bloga. W tej sferze obiecuję poprawę, którą już 1.stycznia wciągnęłam na listę swoich noworocznych postanowień. Czas nadrobić wiele zaległości i postarać się bardziej w kwestii skrupulatności i obowiązkowości moich tutejszych książkowych wywodów.
     Ale do rzeczy. Co z "Trawersa" utkwiło mi w pamięci najbardziej? Wciąż mam przed oczami (mimo iż książka jest bez obrazków) śnieżne zaspy, zamiecie i górskie krajobrazy. Mróz jest nie tylko znakomitym znawcą Tatr, ale również niesamowicie utalentowanym pisarzem, który pięknie wplata "nasze" góry w całość fabuły. Czytając "Trawers" nie raz błądziłam myślami w śniegu, zakrywając twarz przed wiatrem i dociskając guziki kurtki.
     Pamiętam również, że, tak jak w przypadku poszczególnych części, dostrzegłam niewielkie nieścisłości w szczegółach. Dostrzegłam i kompletnie o nich zapomniałam, bo przy tak dobrej całej "reszcie" to jest naprawdę nieważne.
     Po raz trzeci zaskoczyło mnie zakończenie i chyba za to najbardziej polubiłam wszystkie trzy części.  Jeszcze teraz, na samą myśl o ostatnich stronicach każdego tomu trylogii, przeszywa mnie dreszczyk podekscytowania i tym podobnych emocji.
     Czytało się wspaniale i żałowało, że to już koniec. Podobno nie wszyscy w ten koniec ostatecznie wierzą, a ja po cichutku mam nadzieję, że mają rację.. Na szczęście inne tytuły tego pisarza są dla mnie wspaniałym pocieszeniem. Remigiusz Mróz wydał już 17 książek! Prawdziwa uczta dla książkoholiczki! Jeszcze do pozostałych nie dotarłam, ale z pewnością niebawem to zrobię i Was również oczywiście do tego zachęcam.

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję! Za twórczość i odwiedziny :-) To dla mnie zaszczyt!

      Usuń
  2. Muszę w końcu zapoznać się w tym roku z twórczością Mroza koniecznie :)

    OdpowiedzUsuń