środa, 17 sierpnia 2016

114. Święto Wojska Polskiego w Warszawie

     Byłam, zwiedziłam i skrupulatnie udokumentowałam- nadszedł wreszcie czas na równie skrupulatne i wyczerpujące relacje. I nie chodzi mi tylko o Warszawę, w której udało mi się zobaczyć doroczną defiladę wojskową. Za mną kurs w Anglii, urlop w Kotlinie Kłodzkiej (i częściowo również w Czechach), jeszcze wcześniej kilka zamków, koncertów i nawet dwie sztuki teatralne. O Warszawie z lutego i Bieszczadach z zeszłych wakacji również czas najwyższy (!) napisać.
     Oj tłoczą się i piętrzą zdjęcia na moim komputerze- do tego stopnia, że nie jestem pewna, czy uda mi się całym tym stosem pochwalić do końca roku. Ale nie panikuję, nie histeryzuję- przecież nie od razu Rzym zbudowano. Małymi kroczkami do celu i dziś od pierwszego takiego kroku mam zamiar zacząć.
     Moje relacje nie będą chronologiczne. Będą zależały tylko i wyłącznie od tego, o czym w danym momencie chciałabym Wam opowiedzieć. Dziś mam chęć pochwalić się defiladą wojskową w Warszawie- w końcu najbardziej aktualną.

     Już od jakiegoś czasu (od co najmniej kilku lat) gdzieś tam z tyłu głowy miałam marzenie zobaczenia defilady wojskowej z okazji Święta Wojska Polskiego w Warszawie. Myślałam, pamiętałam, ale na najbliższy czas póki co nie planowałam. A zwłaszcza w tym roku- zaledwie dwa dni po intensywnym urlopie w Kotlinie Kłodzkiej i okolicach. Mimo to nadarzyła się okazja, a ja (jak to ja) nie wahałam się ani chwili.
     Od Warszawy dzieli mnie ok.250 km, dlatego nasz wyjazd 15.sierpnia (mój i dwóch przystojniaków ;-) ) zaplanowaliśmy na godz.8. Samochód zaparkowaliśmy pod Pałacem Kultury i Nauki i stamtąd ruszyliśmy pieszo na Aleje Ujazdowskie. 
     Nigdy wcześniej nie widziałam na żywo defilady wojskowej w Warszawie, więc i nie miałam pojęcia, że praktycznie wszystkie wojska biorące w tej uroczystości udział czekają u wlotu Alei już na długo przed jej rozpoczęciem. Chociaż "długo" to pojęcie względne. Byliśmy na miejscu godzinę przed rozpoczęciem defilady i dla mnie to był naprawdę duży plus, że już wtedy mogłam wszystko dobrze zobaczyć.
    Pierwsze napotkane przez nas oddziały wojskowe niesamowicie mnie zaskoczyły- oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie były to bowiem wojska współczesne, a grupy rekonstrukcyjne, które swym rynsztunkiem i barwami intrygowały wszystkich przechodniów.
 
 
     Chłopcy odpoczywali przed ważnym "występem", o którym szerzej wspomnę poniżej.
     W dalszej kolejności naszym oczom ukazały się liczne wozy bojowe i imponujące czołgi.
      Nie będę pisać o ich typach, uzbrojeniu i przydatności bojowej, bo najzwyczajniej w świecie się na tym nie znam. Stąd i ich kolejność przypadkowa. Wybrałam po prostu te zdjęcia, które mi wyszły najlepiej.
     Na samym początku Alei Ujazdowskich (i tym samym na końcu naszego spaceru przed defiladą) czekała w gotowości piechota, która mimo iż odwrócona do nas tyłem również robiła wrażenie.
     Dziewczyna w mundurze na ostatnim zdjęciu niesamowicie mnie zaintrygowała. Ładna, niewinna i dumnie nosząca wojskowy mundur jednocześnie.
     Tegoroczna defilada z okazji Święta Wojska Polskiego w Warszawie rozpoczęła się uroczystym odśpiewaniem hymnu Polski, przemówieniem prezydenta i pokazowym przelotem samolotów.
     W dalszej kolejności ruszyły: piechota, kawaleria, wozy bojowe i czołgi.




     W przypadku wozów bojowych i czołgów, podobnie jak w przypadku samolotów, udało mi się nagrać film.
     Warto podkreślić (co zresztą doskonale widzicie na powyższych zdjęciach i filmach), że w defiladzie z okazji Święta Wojska Polskiego brały licznie udział również wojska wielu innych sojuszniczych krajów.
     I na koniec atrakcja, według mnie, największa: przemarsz grup rekonstrukcyjnych!
     I nieważne, że w trakcie defilady zaskoczył nas deszcz i nie każdy wracał do domu suchy. Na takie widoki warto było czekać- choćby w ulewie.
     Po defiladzie wybraliśmy się na sąsiedni piknik wojskowy, którego niestety już tak dobrze nie odebrałam. Za dużo ludzi, za małe stoiska, zbyt wielkie kolejki i tłumy do "czegokolwiek". Jakieś plakaty i plansze zdobyłam, ale nie usatysfakcjonowało mnie to tak bardzo, jak wcześniejszy przemarsz wojsk. Chociaż.. gdyby nie pobyt na pikniku, nie zobaczyłabym Pałacu Łazienkowskiego, który, przyznam się ze wstydem, widziałam po raz pierwszy.
      Na koniec mojego posta pochwalę się moim dzisiejszym ważnym osiągnięciem. Po raz pierwszy w życiu zmontowałam film! I to niejeden. Wiem, że to dla Was raczej nic wielkiego.. ale dla mnie owszem, bo nigdy jeszcze tego nie robiłam.
     Wszystkie filmy umieściłam powyżej, ale gdyby ktoś nie miał ochoty oglądać tylu filmików, zamieszczam poniżej jeden zbiorczy zawierający wszystkie moje materiały.
     Życzę miłego oglądania i już teraz wierzę, że choć część z Was zachęciłam do wybrania się na defiladę wojskową w Warszawie za rok. Mnie tam raczej w najbliższym czasie nie będzie, ale może kiedyś, jeśli ponownie zdarzy się okazja, znów ten piękny przemarsz wojsk zobaczę.

2 komentarze:

  1. Ależ bym chciała zobaczyć taką paradę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejna defilada wojskowa w Warszawie już za rok ;-)

      Usuń