czwartek, 30 czerwca 2016

108. Ewa Grzelakowska- Kostoglu zdradza tajniki makijażu

     Era kanału YouTube- przepełnionego w sporej części głupimi (pomijając sensowne wideoklipy) i pożerającymi nasz cenny czas filmikami, na szczęście minimalnie się zakończyła. Coraz częściej bowiem natrafiamy na miniprodukcje, których autorzy przekazują nam wiele praktycznych rad. A to jak ugotować pyszny obiad, jak urządzić mieszkanie, jak pięknie zapakować prezent, ozdobić bombki i wreszcie, jak najlepiej się umalować. Czasami mamy do czynienia z jednorazową kreatywnością, utopioną w powiększającym się ciągle tłumie, ale częściej spotykamy się z całym serialowym wręcz zbiorem odcinków subskrybowanych przez tysiące fanów. Taką liczbę fanów (a nawet większą) zdobyła Ewa Grzelakowska- Kostoglu, która przenosząc się z youtub-owej sfery na papier, zyskała jeszcze większą popularność i sympatię. To ostatnie zwłaszcza w moim książkoholiczym odbiorze, będącym również odbiorem płci pięknej, która lubi się od czasu do czasu umalować.
     Ewa to naprawdę fajna dziewczyna. Sympatyczna, wygadana, pełna optymizmu i energii. Niesamowicie zabawna i kreatywna, ale co najważniejsze- maksymalnie wyrozumiała wobec naszych subiektywnych upodobań. Jednak wszystko po kolei. Powiem Wam teraz (i pokażę) za co polubiłam autorkę "Red Lipstick Monster. Tajniki makijażu" i dlaczego samą książkę (czy precyzyjniej poradnik) uważam za pożyteczną.
     Na powyższym zdjęciu widzicie jedną z pierwszych stron książki: "Twoje makijażowe cele i problemy.." oraz miejsce na notatki. Tak tak- w książce jest miejsce na Wasze problemy i spostrzeżenia, których zniwelowanie, po przeczytaniu poradnika i zastosowaniu jego rad w praktyce, obiecuje autorka. Odważna dziewczyna prawda? I gwarantuję Wam, że absolutnie niebezpodstawnie. Czy możliwość robienia notatek w książce daje nam jednocześnie zaszczyt bycia po trosze jej współautorami? Pokuszę się o równie odważną odpowiedź- a czemu nie?
     Miejsce na notatki to tylko jeden z wielu bardzo ciekawych pomysłów Ewy Grzelakowskiej- Kostoglu. Autorka oczarowała mnie tytułami rozdziałów (np. "Jak zmienić bieg krótkodystansowy w maraton?" a propos trwałości makijażu) i wieloma zabawnymi cytatami. Wśród nich zdecydowanie króluje: "Ważne jest też, żeby z pędzla nie wystawał żaden włosek- taki outsider będzie później małym wrednym sabotażystą utrudniającym idealną aplikację kosmetyku."
      Ewa potrafi rozbawić nie tylko słowem, ale i obrazem. Poniższe zdjęcie "plemników" (jako jednego z makijażowych błędów) rozbawiło mnie do łez!
     O wielu pozostałych, pięknie wykonanych zdjęciach również nie można nie wspomnieć, bo tak naprawdę to chyba jeden z najcenniejszych wizualnych elementów "Red Lipstick Monster. Tajniki makijażu". Zdjęcia są wyraźne, precyzyjne, kolorowe i niesamowicie kreatywne. Do tego stopnia, że sama książka osiąga efekt albumu. Zresztą zobaczcie sami..
     Pożytecznym i równie kreatywnym pomysłem Ewy było zamieszczenie, po każdym tematycznym rozdziale, strony z adresami filmików z dodatkowymi poradami.
     No dobrze, a co z treścią poradnika? Co z makijażowymi radami i ich przydatnością? Czy rzeczywiście opłaca się kupować książkę, podczas gdy mamy do dyspozycji zupełnie darmowe filmiki na portalu YouTube? 
     Książka "Red Lipstick Monster. Tajniki makijażu" zawiera wiele pożytecznych i podstawowych rad. Rad przydatnych nie tylko średniozaawansowanym w sztuce makijażu, ale również tym, którzy nie potrafią nawet równomiernie nałożyć kremu- a co dopiero się umalować. Ewa dosłownie "łopatologicznie" wyjaśnia wszystkie pozorne sekrety makijażu i doradza, jak najlepiej się z nimi oswoić. A to oznacza, że powyższa pozycja jest nie tylko zwykłym poradnikiem, ale również rozmową- autora z przerażonymi w makijażowej sztuce czytelnikami. 
     Ewa rozumie nasze bolączki i cierpliwie je niweluje. Nie narzuca, nie krytykuje, nie wytyka- jak to wielu niestety robi. Ona, dla odmiany, zostawia nam całkowitą swobodę. Tak tak- dobrze czytacie. Autorka "Red Lipstick Monster. Tajniki makijażu" doradza przede wszystkim, byśmy postawili na wygodę i subiektywne upodobania. Nie na typy urody, czy odcienie czegoś tam (których osobiście nie znoszę! Skąd ja mam wiedzieć, czy jestem ciepła, gorąca, wiosenna czy zimowa?). Jeśli wolisz tak- niech będzie, ale pamiętaj o tym i o tym, a jeśli inaczej- również dobrze. Sprawdzaj metodą prób i błędów i wybierz coś najodpowiedniejszego dla siebie.
     Tego typu cenne porady znajdziecie również na youtubowym kanale Ewy, ale osoby początkujące, w natłoku tych wszystkich miniprodukcji, mogą się najzwyczajniej  w świecie pogubić i zniechęcić. Za to w książce macie wszystko uporządkowane i zebrane w jedną, podstawową całość. Całość, do której zawsze, bez względu na dostęp do internetu, możecie zajrzeć. I to chyba najważniejszy argument przemawiający za tym, że poradnik Ewy Grzelakowskiej- Kostoglu ma równie cenne przeznaczenie.
     Kolejnym argumentem jest rozdział poświęcony okularnicom, w którym żadnej z tamtejszych porad nie znajdziecie na YouTube. Autorka podarowała nam- czytelnikom w ten sposób niepowtarzalny dodatek.
     Jak już jesteśmy przy cennych poradach, podzielę się z Wami tym, co mi się podobało, przydało i jednocześnie zaintrygowało najbardziej.
     Pierwszy rozdział traktuje o pędzlach. Dowiadujemy się o ich przeznaczeniu, potrzebnej niewielkiej ilości i także o mitach, które autorka z chęcią obala. Ewa nie krytykuje pędzli syntetycznych. Docenia je a nawet (co mnie chyba najbardziej zaskoczyło) zaleca kupno precyzyjnych w sklepie dla plastyków. 
     Spora ilość zdjęć z makijażowymi akcesoriami i kosmetykami to kolejna ogromna zaleta poradnika. Widzicie to przy pędzlach oraz na poniższych zdjęciach.
     Jednoczesna reklama kosmetyków firmy Golden Rose ani trochę mnie nie zniechęciła. Sama doceniam tę markę (zwłaszcza zaprezentowane szminki i cienie do brwi), więc jej obecność tylko uwiarygodniła książkę.
     Na koniec, by jeszcze dobitniej podkreślić wiele zalet poradnika, przedstawię Wam jeden z pomysłów Ewy na miękkie i trwalsze dla szminki usta.
     Zmieszany brązowy cukier z oliwą z oliwek (w proporcji 2:1) i opcjonalnym dodatkiem cynamonu lub wiórków kokosowych, wcieraj w wargi codziennie wieczorem, a efekt pięknych i zadbanych ust będziesz miała gwarantowany. Sprawdziłam i polecam!
     Tego typu książki są dobrą odskocznią- od ambitnych powieści, trzymających w napięciu thrillerów itp. tytułów. Tajniki makijażu Ewy Grzelakowskiej- Kostoglu do tego stopnia przypadły mi do gustu, że chętnie zajrzę w przyszłości do kolejnych tego typu pozycji.
      A teraz uciekam na kanał Ewy na YouTube- żeby maksymalnie obeznać się w temacie i zdobyć kolejne przydatne umiejętności ;-)

6 komentarzy:

  1. Subskrybuję Ewę na yt, jest najlepsza!
    Książka jak widać równie inspirująca co filmiki. Miłej lektury zatem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda- książka rzeczywiście inspiruje. Dziękuję ;-)

      Usuń
  2. Oglądałam jakąś instrukcję i potem widziałam książkę. Wygląda całkiem ciekawie w środku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W rzeczywistości wygląda nawet jeszcze ciekawiej niż na zdjęciach ;-)

      Usuń
  3. Muszę przyjrzeć się tej książce. Tak jak z dziennym makijażem nie mam problemu (przynajmniej mam takie przekonanie:)), to z wieczorowym już sobie nie radzę. Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest naprawdę bardzo praktyczna i godna uwagi. Pozdrawiam również :-)

      Usuń