środa, 15 czerwca 2016

103. Ujmujący świat pogańskich wierzeń

     Polska bez chrześcijaństwa, ale za to ze Światowidem i Welesem. Otaczająca rzeczywistość dobrze znana, upodobania przeciętnych dziewczyn wiarygodne, jednak te wszystkie Utopce, Rusałki i Wąpierze w tle co najmniej dziwne. Ani to fantastyka, ani jakiekolwiek realia. Tak na wstępie pomyślałam o książce Katarzyny Miszczuk "Szeptucha" i cieszę się, że ostatecznie zmieniłam zdanie. Lubię tytuły, które okazują się niespodziewanie wartościowe i godne polecenia.

     Nasze wspólne początki były dość oporne- tak bym najtrafniej określiła moje spotkanie z powyższą książką. Nie zgadzało mi się tło, nie zgadzały szczegóły. 
     Gosława kończy medycynę i przygotowuje się jednocześnie do obowiązkowej praktyki u szeptuchy. Przyszła lekarka i wiejska baba zbierająca zioła i wróżąca z fusów razem? Niespecjalnie to do mnie docierało.
     Wiele pozornie niedopracowanych szczegółów również nie umknęło mojej uwadze. Przyjaciółka Gosławy (czyt. koleżanka od lat) pochodzi z tej samej miejscowości, co mama bohaterki. Nic dziwnego by w tym nie było, gdyby nie fakt, że Gosława dowiaduje się o tym dopiero przed wyjazdem. Spontaniczna wspólna przeprowadzka obu dziewczyn z Warszawy do Kielc również okazała się dla mnie dość nieprawdopodobna. O dopisku na okładce: "Taka miłość zdarza się raz na tysiąc lat" nie wspomnę. Banał i nietrafiony pomysł. 
       Tylko, że ostatecznie, tak jak szybko doszłam do tych niepochlebnych wniosków, tak jeszcze szybciej intrygujący świat starosłowiańskich wierzeń mnie wciągnął. Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale ostatecznie o losach Gosławy i Mieszka czytałam z rosnącym zaciekawieniem.
     Polubiłam Gosławę i Mieszka. Realistka, buntowniczka i uparty wojownik sprzed tysiąca lat- wyjątkowo pikantna i intrygująca para. Razem wędrują, razem poszukują i we dwójkę przeżywają pierwszą prawdziwą miłość (przynajmniej według autorki). Mężczyzna z lasu i dziewczyna z miasta. Brzmi banalnie, ale wierzcie na słowo wymagającej czytelniczce- wcale się takie nie okazuje.
     Tło całej historii jest jej idealnym dopełnieniem. Dziki las, zioła, pogańskie zwyczaje i święte drzewa. Czyste strumienie, piękne rusałki i nocne opowieści. Chciało się czytać i samemu tamtędy spacerować. A to oznacza, że relaks przy tej lekturze macie gwarantowany.
     Nie będę pisać dla kogo przeznaczona jest "Szeptucha" tylko co najwyżej na jaki czas. Wakacje się zbliżają- okres upragnionego odpoczynku i odprężenia. Chcecie przeczytać coś leśnego, zabawnego i przyjemnego jednocześnie? Sięgnijcie właśnie po tę książkę, bo uważam, że wzorowo zaspokoi właśnie takie oczekiwania.
     Niestety ma jedną poważną wadę- przynajmniej dla mnie. Nie poznacie końca całej historii, bo przewidziano jej kontynuację. Szkoda tylko, że wciąż niewydaną. Swoją drogą, pełno teraz tych trylogii, tetralogii i wielu- logii wszędzie. I dobre to i wręcz przeciwnie. Bo jeśli historia jest ciekawa- jestem "za". Niejeden czytelnik z przyjemnością poczyta o niej dłużej. Jednak jeśli opowieść okazuje się wyczerpana i nastawiona w kolejnych częściach na czysty zysk- mówię "nie chcę, nie potrzebuję, krytykuję". Oby to się nie tyczyło "Szeptuchy", bo chciałabym, by jej kontynuacja okazała się co najmniej tak ujmująca, jak inauguracja.

6 komentarzy:

  1. Zainteresowałaś mnie tą książką z uwagi na odwołania do pogańskich wierzeń. Tytuł zapisuję na liście :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się na przyszłość i pozdrawiam również :-)

      Usuń
  2. Świat naszych pogańskich wierzeń i rytuałów jest bardzo ciekawy. Może skuszę się na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję i polecam się na przyszłość ;-)

      Usuń