piątek, 10 czerwca 2016

102. Twardocha nie pojmuję i próbować już nie będę

     Piszą o nich, że "bezbłędne i bezpośrednie". Że trafiają w istotę rzeczy, zawierają cenne refleksje i interesujące fakty. Piszą w końcu, że "potrafią zachwycić każdego". I tak się zastanawiam.. czy autorzy opinii o kolejnej książce Szczepana Twardocha "Wieloryby i ćmy. Dzienniki" naprawdę w to wierzą, czy może mówią tak, jak wypada mówić o każdej pozycji zdobywcy nagrody Nike?
     Jeśli ktoś chce bliżej poznać Szczepana Twardocha, "Wieloryby i ćmy" z pewnością w jakimś stopniu go usatysfakcjonują. Jednak tylko w jakimś. Laureat nagrody Nike nie raczy nas szczegółami swojej egzystencji, tylko co najwyżej jej skrawkami. I dobrze, bo te w ostateczności okazują się zdecydowanie cenniejsze niż niejedna skrupulatna nota biograficzna. Powyższą próbę autorefleksji (bo autobiografią z pewnością tego nie możemy nazwać) streściłabym w kilku tematycznych pojęciach: codzienność, Śląsk, ojcostwo, podróże, śmierć i sny.
     Twardoch spaceruje, biega, czyta, ogląda, obserwuje i wszystkim tym się z nami dzieli. Robi to w sposób luźny i niezobowiązujący, a przytoczone filmy i książki wbrew pozorom nie sprawiają wrażenia reklamy.
     Twardoch mieszka na Śląsku, a skoro w "Wielorybach i ćmach" dotyka siebie i swojego otoczenia- o nim również nie mógł nie napisać. "Śląsk już nie jest Śląskiem, ale Polską również nie"- to jeden z lepszych cytatów, jakie w tej pozycji dostrzegłam.
     Laureat nagrody Nike to nie tylko pisarz, ale również ojciec. Może nawet przede wszystkim. Szkoda, że tak cenne refleksje na ten temat są jednocześnie jednymi z niewielu.
     Szczepan Twardoch to także podróżnik. Wyjeżdża, by obserwować, a potem wraca, by swoje doświadczenia przelać na papier. Ten wątek ciekawił mnie chyba najbardziej. Jednak nie po raz pierwszy żałuję, że tylko momentami.
     Autor "Morfiny" często śni. Są to jednak sny tak ambitne i kreatywne, że według mnie aż nierealne. W większość z nich nie wierzę, no ale w końcu to powieść- nie autobiografia.
     Szczepan Twardoch pisze tym razem również o śmierci i za to mu jestem chyba najbardziej wdzięczna. Śmierć jest tak samo ważna, jak życie i ubolewam nad tym, że niektórzy zdecydowanie zbyt mocno ten fakt bagatelizują. Gdybyśmy więcej rozmawiali o śmierci, strach przed nią z pewnością byłby o wiele mniejszy.
     Jaki jest więc mój ostateczny stosunek do tej pozycji po powyższych ambwiwalentnych  odczuciach? Laureat nagrody Nike w "Wielorybach i ćmach" pisze o wszystkim i, według mnie, ostatecznie o niczym. Książka jest zbiorem wielu różnych refleksji, które będąc niepełnymi lub jakby niedokończonymi, stają się ostatecznie niezbyt wartościowe. Brakowało mi tu swoistego głównego nurtu i fundamentalnych wniosków. Jakby autor napisał coś od niechcenia tylko po to, by zbić pieniądze na wciąż trwającej popularności. Jestem wymagającym czytelnikiem i doceniam tylko tych pisarzy, którym się naprawdę chce.
     O zbytnim filozofowaniu Szczepana Twardocha również nie mogę nie wspomnieć. Za dużo w tym wszystkim gdybania i niezrozumiałych popisowych terminologii. Wiem doskonale, że Twardoch ma głowę "nie od parady", ale nie musi się z tym aż tak bardzo afiszować. Zwłaszcza w swoich książkach.
      Podsumowując: mówcie co chcecie, ale ja Twardocha nie pojmuję i nie przyjmuję. Przeczytałam "Morfinę", przeczytałam "Wieloryby i ćmy. Dzienniki" i na tym koniec. Nie zachwyca mnie, nie porywa i nie satysfakcjonuje. Swoim twórczym bałaganem i zarozumialstwem nawet odpycha. Czytając jego kolejną książkę bez przerwy sprawdzałam ilość pozostałych mi stron, a to wobec twórcy chyba najgorsza krytyka. 

6 komentarzy:

  1. Całkiem przyjemna recenzja, rzadko trafiam na ludzi, którzy się przyznają, że jakiś uznany autor po prostu do nich nie trafia.
    Zwłaszcza, że jeszcze się za Twardocha nie zabrałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popularność pisarza nie powstrzymuje mnie przed szczerością- dlatego polecam się na przyszłość ;-)

      Usuń
  2. Mimo wszystko zainteresowałaś mnie tą książką. Jak będę miała okazję to przeczytam.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawi mnie już teraz czy Twoja opinia będzie podobna do mojej ;-)

      Usuń
  3. Nie zawsze trzeba się wszystkim zachwycać. Przeczytałaś, poznałaś, napisałaś swoje zdanie. I takie prawdziwe niezafałszowane recenzje lubię :) Jeżeli przeczytam tę książkę i będę miała podobne odczucia nie będę martwić się, że nie znalazłam zawartego w niej sensu :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam również i dziękuję za okazaną sympatię :-)

      Usuń