środa, 8 czerwca 2016

101. Absurd i infantylność czyli dalsze losy dzieci z poddasza

     Liczyłam na to, że druga część okaże się co najmniej lepsza od pierwszej. Liczyłam na bardziej uporządkowaną fabułę i kreatywny zarys postaci. Liczyłam na lepszą stylistykę i mniej wątkowych niedociągnięć (nie ośmieliłam się liczyć na ich brak). Miałam nadzieję, że autorka cyklu "Rodzina Dollangangerów" zaoferuje mi dla odmiany coś lepszego, bo wierzyłam, że wyciągnie wnioski z wcześniejszych błędów. Liczyłam, miałam nadzieję i wierzyłam, by ostatecznie bardzo, ale to bardzo się zawieść. I zawiodłam się do tego stopnia, że dziś śmiało piszę o "Płatkach na wietrze" jako o najbardziej infantylnej i absurdalnej książce jaką w życiu czytałam.

     Nie tylko czytanie, ale i zbyt szerokie rozwodzenie się nad "Płatkami na wietrze" to strata czasu, więc moja opinia będzie krótka i treściwa.
     Dzieci uciekają z poddasza i zaczynają wieść samodzielne życie. Czy sponiewierana trójka odnajduje wymarzone szczęście? Czy udaje im się wieść życie bez mroków z przeszłości? Niespecjalnie. Starsza córka kocha brata, opiekuna i baletowego partnera jednocześnie. Tak- chodzi dokładnie o trzech mężczyzn. Z jednym sypia, z drugim wychowuje dziecko a trzeciemu pozwala się okładać. Dodatkowo opiekuje się młodszą siostrą karlicą, która kocha się w jej mężu tancerzu. Macie już dość? Ja miałam po kilkunastu stronach, więc sama teraz nie zamierzam Was zbytnio męczyć.
     Dzieci w drugim tomie spotykają matkę. Ta się do nich nie przyznaje a umierająca babka zostaje za karę wychłostana przez najstarszą wnuczkę w łóżku. I mogłabym jeszcze kilka tego typu "ambitnych" wątków wymienić, ale tak jak napisałam wcześniej- nikogo torturować nie będę.
     Czytając to wszystko nie wiedziałam, czy się śmiać, czy może płakać z żalu nad pisarką i zachwyconymi czytelnikami (tymi drugimi zwłaszcza). Absurd i infantylność- to dwa słowa, które moim zdaniem najlepiej określają drugi tom cyklu "Rodzina Dollangangerów". Chociaż wahałam się również między patologią a pedofilią. 
     Jak doskonale to określiła moja blogowa koleżanka Kasia- książka miała potencjał, ale niestety został on maksymalnie zmarnowany. Bo przecież pomysł fabuły o dzieciach ukrywanych przed srogim dziadkiem jest naprawdę dobry. Tyle tu miejsca na ciekawe losy, ambitne emocje i cenne doświadczenia. I gdzie to wszystko jest? Nie mam pojęcia, ale wiem na pewno, że w tej książce tego nie znajdziecie.
     Czy sięgnę do kolejnych części? Zaczęłam to i skończę- więc tak. Aż się boję, jaka krytyka z mojej strony pojawi się po ich przeczytaniu, ale o tym za jakiś czas przekonacie się sami. 

6 komentarzy:

  1. Dzięki za kolejne ostrzeżenie przed książką, na którą chyba szkoda tracić czas :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli jednak miałam dobre przeczucie, żeby omijać tą serię szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przeczucia nie miałam, ale teraz za to mam pewność :P

      Usuń
  3. Pierwsza część jest zdecydowanie najlepsza.
    Kolejne... Cóż... Kiedyś mi się podobały, ale obawiam się, że to był inny czas i na co innego zwracałam uwagę. Nie wiem, czy teraz miałyby szanse trafić w mój gust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wiekiem gusta się zmieniają, więc bardzo możliwe, że dziś miałabyś nieco inne podejście do tego cyklu.

      Usuń