sobota, 21 maja 2016

95. "Żelazne damy" Kamila Janickiego czyli na bogato o średniowieczu

     Zanim zacznę czytać daną książkę, najpierw skrupulatnie ją oglądam. Zerkam na opis na okładce, spis treści, ewentualny rozkład rozdziałów i bibliografię. "Żelazne damy" Kamila Janickiego zaskoczyły mnie swoją, na pierwszy rzut oka, skrupulatnością. Pozycja posiada bowiem bardzo bogatą bibliografię, indeks osób, sporo przypisów i ciekawie sformułowane tytuły rozdziałów. Czy ta powierzchowna skrupulatność okazała się jednocześnie prawdziwą? O tym musicie już poczytać poniżej..
     Uwielbiam, gdy dana książka mnie nie zawodzi. Uwielbiam, gdy spełnia oczekiwania, które po pierwszym wrażeniu we mnie wzbudza. "Żelazne damy" poraziły mnie swoim dopracowaniem i dokładnością- nie tylko przed rozpoczęciem lektury, ale, co najważniejsze, również po przeczytaniu ostatniej strony. Nigdy dotychczas w żadnej pozycji nie znalazłam tylu przytoczonych źródeł i kronikarzy. Nigdy nie zdarzyło mi się natknąć na tak dobrze przygotowanego autora. Janicki wykazuje się tutaj nie tylko niesamowitą wiedzą, ale również umiejętnością odpowiedniego jej uporządkowania i przekazania czytelnikowi. Zwłaszcza takiemu, którego średniowiecze nigdy jakoś specjalnie nie intrygowało.
     Krąży powszechne przekonanie, że o średniowieczu powiedziano już wszystko. Odległy okres, niewielka ilość źródeł- cóż więcej można na temat tego czasu w historii Polski "wymyślić"? Oj można i to naprawdę wiele i chyba nikomu do tej pory nie udało się tego tak dosadnie udowodnić, jak właśnie Janickiemu. Kamil Janicki to niezwykle dojrzały i świeży historyk jednocześnie. Odwołuje się do mnóstwa źródeł, o których w większości ja sama nie miałam pojęcia (co świadczy o jego oczytaniu i wiedzy) i nawiązuje również do opinii i nowinek wielu współczesnych historyków, o których podobnie niewiele słyszałam. Bo zazwyczaj odwołujemy się do tych znanych i najbardziej poważanych. Autora "Żelaznych dam" taki stereotyp na szczęście nie ogranicza. 
     Janicki podkreśla jednak, że "Żelazne damy" to nie praca naukowa. Co za tym przemawia? Każda kolejna część poświęcona danej władczyni rozpoczyna się niczym powieść a sam opis książki brzmi bardziej jak streszczenie thrillera niż oklepanego historycznego średniowiecza. Czy to jednak sprawia, że "Żelazne damy" są mniej interesujące? Wręcz przeciwnie ! Książka pochłonęła mnie bez reszty i z pewnością było to możliwe właśnie dzięki umiejętnemu zarysowaniu średniowiecznego klimatu. 
     Jakie jeszcze plusy zauważyłam w powyższej pozycji (bo o minusach chyba nie będzie..)? Na pewno sporą liczbę ciekawostek i przydatnych skrupulatnych informacji. Czy wiedzieliście, że Dobrawa była najprawdopodobniej trzydziestoletnią wdową? Czy znacie szokującą prawdę o św. Wojciechu? Mimo iż "Żelazne damy" pochłonęłam już jakiś czas temu, wciąż jestem pod wrażeniem wszystkich tych spraw, o których wcześniej nie miałam zielonego pojęcia.
     Ilustracje. To kolejna kwestia, o której się po prostu nie da nie wspomnieć. Na początku ubolewałam, że nie są kolorowe, ale potem stwierdziłam, że inne niż czarno- białe, w przypadku średniowiecza, byłyby po prostu mało wiarygodne. Poniżej przedstawiam tylko kilka z nich, bo wierzcie mi na słowo, w książce jest ich całe bogactwo.
      Powyższe ilustracje przedstawiają kilka prawd, o których Janicki wielokrotnie w swojej książce wspomina. Po pierwsze: najważniejszymi postaciami średniowiecza nie byli potężni władcy i rozhukani wojownicy a ich.. żony (ewentualnie kobiety). To one, dzięki swojej przebiegłości, licznym intrygom i najmocniejszej broni (której nie muszę dosłownie przytaczać..) były w stanie zmieniać bieg historii. Nie były tak niewinne i marginesowe, jak to nam wpajano od szkoły podstawowej. Były zdecydowanie silniejsze i bardziej wpływowe niż przypuszczamy- i stąd pewnie taki a nie inny tytuł książki.
     Po drugie: średniowiecze nie było sielankową i prostą krainą, tylko jednym z najbardziej krwiożerczych i okrutnych okresów w historii. Spiski, otrucia i morderstwa były praktycznie codziennością. Handel niewolnikami i niewolnicami zaś jednym z najbardziej dochodowych interesów.
     I skąd ja to wszystko wiem? Z "Żelaznych dam" oczywiście, których kreatywny i elokwentny autor nazwał zjazd gnieźnieński spektaklem propagandowym Euro 1000-to tak a propos oryginalności i umiejętności zaintrygowania czytelnika.
     Na koniec cytat, który mnie rozbawił i zastanowił jednocześnie:
     Średniowiecze miało problem z seksem. Cała sfera intymnego życia budziła wyraźny niepokój i była obwarowana rygorystycznymi zakazami. Już w VI wieku Cezary z Arles ostrzegał, że uprawianie seksu w dni świąteczne może doprowadzić do poczęcia dziecka upośledzonego, chorego na epilepsję lub nawet trędowatego. W kolejnych stuleciach zabraniano nie tylko seksu w niedzielę, ale również w środy, piątki, w trakcie Wielkiego Postu, adwentu, pomiędzy świtem a zmrokiem, przez kilka tygodni poprzedzających święto zesłania Ducha Świętego, w każde inne ważne święto i jego wigilię, przez pierwsze trzy dni po ślubie a nawet siedem dni przed i po przyjęciu Komunii Świętej. Każde odstępstwo oznaczało grzech ciężki.
     To w takim razie kiedy oni to robili? Bo się trochę pogubiłam..
     Jeśli macie chęć na solidną porcję takich i wielu innych ciekawostek, wpiszcie "Żelazne damy" na listę obowiązkowych tytułów do przeczytania.

4 komentarze:

  1. Uwielbiam Janickiego. Tej jeszcze nie mam. Ale z pewnością kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie z polotem pisane książki, gdzie człowiek nawet nie wie kiedy, a zupełnie wsiąka w sprawy, które co dzień niespecjalnie go zajmują ;) Tyle ciekawostek i bogata bibliografia mnie przekonują ;)

    OdpowiedzUsuń