sobota, 16 kwietnia 2016

91. Życie po nienarodzonym życiu

     Odkąd pamiętam do noblistów mam swoistą awersję. Czytałam, analizowałam i próbowałam czytać po raz kolejny, ale zawsze kończyło się tak samo. Znużenie, niezrozumienie a momentami nawet istna mordęga zakończona westchnieniem ulgi na ostatniej stronie. Ja nie wiem, może po prostu za głupia jestem na tego typu ambitną literaturę, ale nobliści (nie wszyscy, niestety jednak spora większość) najzwyczajniej w świecie mnie nudzą. Dlaczego więc mimo to sięgnęłam do powieści Mo Yana? Bo wpadła mi w ręce w bibliotece i zaintrygowała opisem na okładce. Tym razem aż tak bardzo się nie zawiodłam, ale czy również nie pożałowałam- o tym pokrótce poniżej.
     Tradycyjnie nie streszczę fabuły i nie odniosę się do opisu na okładce, tylko skupię na swoich najważniejszych wrażeniach. Powieść "Żaby" zasmuciła mnie i zmusiła do intensywnego myślenia jednocześnie. Nad ochroną poczętego życia, dramatem okaleczonych aborcją rodzin i zżerającymi nas od środka wyrzutami sumienia. Robi się intrygująco prawda? W końcu temat aborcji jest nam obecnie tak współczesny.
     Zawsze miałam świadomość kontroli urodzeń w Chinach. Zawsze o tym wiedziałam, ale na tej wiedzy jednocześnie się zatrzymywałam. Nie miałam zielonego pojęcia o tym, jak wiele cierpienia i tragedii kryje się za tym pozornie zwyczajnym rozporządzeniem.
     Wan Serce- kobieta będąca położną ratującą nawet najcięższe porody zamienia się w kata, który ślepo praktykuje ideologię i rozkazy partii komunistycznej. W rodzinie nie może być więcej niż jednego dziecka. Liczniejsze ciąże należy bezzwłocznie zlikwidować, zniszczyć i zabić. Jeśli przyszła oporna matka ukrywa się za ogrodzeniem- należy je staranować, jeśli zaryglowała się w domu- należy go spalić, jeśli ta sama matka zmarła w wyniku przymusowej aborcji w szóstym miesiącu ciąży- trzeba ją potępić i mówić, że sama sobie jest winna. Wszystko w imię kontroli urodzeń i dbałości partii komunistycznej o społeczeństwo chińskie. O to, by nie umarli z głodu i mieli godne warunki życia. Nieważne, że na trupach nienarodzonych dzieci- dobro narodu jest tego warte.
      Czy ideologia dobra narodu, przynosząca w następstwie rozbite rodziny, choroby psychiczne mężów i bezsenność katów jest słuszna? Czy można budować szczęście na cierpieniu i śmierci? Odpowiedź wydaje się oczywista, ale mimo to każdy z nas z osobna powinien samodzielnie jej udzielić.
     Mo Yan porusza tematykę trudną, ale prawdziwą jednocześnie. Nie można jej podsumować jednym zdaniem, ale nie da się również bez końca od niej uciekać. Bo są tacy, którzy starają się ignorować problem aborcji. Możemy podawać wiele powodów do konieczności zabicia nienarodzonego życia, ale czy wszyscy umiemy przewidzieć tego konsekwencje?
     Ile ludzi- tyle zdań na ten temat, ale powieść jest na szczęście tylko jedna ;-) Kolejny noblista zaserwował mi tradycyjnie ambitną i trudną tematykę, ale tym razem się w niej odnalazłam. Przeczytałam z zaciekawieniem, przeanalizowałam i do dziś rozmawiam sama ze sobą nad jej problematyką. Jeśli książka potrafi wzbudzić w czytelniku takie refleksje i emocje to z pewnością jest warta uwagi.
     Na koniec zacytuję dwa fragmenty (dość przeciwstawne w swej wymowie- podobnie jak przeciwstawne jest podejście do tematu aborcji), które chciałabym zapamiętać lub co najmniej zanotować: 
Bez cierpienia nie ma osiągnięć, ból otwiera ludzki umysł na oświecenie.
Dużo lepiej jest żyć. Najnędzniejsze życie jest lepsze od najwspanialszej śmierci!

2 komentarze:

  1. Nie wiem dlaczego, ale też zawsze miałam pewną awersję do noblistów. Jednak, jak widać, czasami chociaż warto do nich sięgnąć i zobaczyć co mieli do przekazania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale niestety tylko czasami..przynajmniej obecnie tak to u mnie wygląda :-P

      Usuń