sobota, 19 marca 2016

87. Konstruktywna wizyta w galerii handlowej

     Nie lubię zakupów. Nie znoszę przymierzania, niekończących się poszukiwań podobno niezbędnych rzeczy i mojego chorobliwego niezdecydowania. Jeśli jakimś cudem zakupy są udane- to wtedy z "lubieniem" robię wyjątek. Niestety ostatnio dość rzadko mi się to zdarza.
     Zdarzyło mi się również w którąś niedzielę, która jednak nie skończyła się jak zwykle grymasem niezadowolenia, ale satysfakcją- i to kulturalną ! No bo jak inaczej, jak tylko z niedowierzaniem, można przyjąć do wiadomości fakt, że wybierając się do jednej z wrocławskich galerii wylądowałam na bardzo ciekawej wystawie. Zmieniałam punkt docelowy? Zabłądziłam? O nie! Wystawa "Terakotowa Armia. Skarby starożytnych Chin" mieści się we wrocławskiej "Magnolii".

     Zauważyłam ostatnio, że tego typu- kulturalne, czy naukowe wystawy zdarzają się w centrach handlowych coraz częściej. Kolejny sposób na przyciągnięcie klienta? Mam nadzieję, że nie, bo nie chciałabym, by takie cuda były tylko chwytem marketingowym. Na pewno w moim przypadku tak się ostatecznie nie stało- bo przecież niczego nie kupiłam.
     Starożytność to niekoniecznie mój krąg zainteresowań, ale chyba nie ma osoby, której by słynna Terakotowa Armia nie intrygowała. Przynajmniej wśród tych, które choć jako takie pojęcie o historii mają. 8000 figur zakopanych w trzech grobowcach i odkrytych po 2200 latach ! Nawet laicy potrafią docenić to cudo. 
     Wystawa we Wrocławiu to tylko 50 wojowników- replik, ale mimo to potrafi zaintrygować. Każda z figur chińskiej Terakotowej Armii jest inna- zwłaszcza jeśli chodzi o aparycję. Maja różne fryzury i różne wyrazy twarzy. Osiem tysięcy glinianych, realnych rozmiarów posągów, wśród których nie znajdziecie żadnej podobnej. Imponujące prawda? Repliki z tej wystawy również się różnią- sama osobiście sprawdzałam.
     Gliniani wojownicy to nie jedyne ciekawostki jakie tam znajdziecie. Zaintrygowały mnie również stroje z tamtej epoki (czasy słynnego cesarza Quin Shi Huang) i takie skarby jak dość oryginalne monety oraz kłódki- w kształcie ryby i byka na przykład.
     Całość wystawy urozmaica film dokumentalny wyświetlany w jej tle.
     Mój pobyt wśród replik wojowników był zaledwie kilkuminutowy, ale mimo to wyjątkowo cenny. Wystawa jest bardzo małych rozmiarów, ale nie zniechęcajcie się, bo mimo to potrafi być naprawdę zachęcająca. Wciąż trwa- to wiem na pewno, ale niestety nigdzie nie mogłam odszukać daty jej zakończenia. Jeżeli więc macie obecnie możliwość znaleźć się choć na chwilę we wrocławskiej "Magnolii" koniecznie tam zajrzyjcie. Szkoda by było coś takiego ominąć zwłaszcza, że wstęp jest całkowicie BEZPŁATNY.

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam trafiać na posty dotyczące Wrocławia, które wskażą mi dokąd zajrzeć. Właśnie za chwilę miałam wyczłapać się do Magnolii, więc na pewno nie ominę takiej okazji i pójdę przyjrzeć się wojownikom z bliska:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Świetny pomysł i sama chętnie bym to zobaczyła, choć pewnie nie będę miała okazji. :/

    OdpowiedzUsuń
  3. ooo, w zeszłym roku Armia także zasilała Magnolię :)

    OdpowiedzUsuń