sobota, 26 marca 2016

89. Bezcenna antologia Holocaustu

     Już nie muszę się wstydzić, że nie czytałam żadnej pozycji Bartoszewskiego (zwłaszcza z racji wykonywanego zawodu). Nie muszę ciągle mówić, że "tak, znam, podziwiam, doceniam, ale niczego nie czytałam..". Nie muszę wreszcie z żalem zerkać na oczekujące wciąż na mnie na bibliotecznych półkach tytuły tej słynnej postaci, bo NARESZCIE udało mi się poznać jego historię. Wszak "Mój Auschwitz" to zaledwie jedna znana mi obecnie książka Władysława Bartoszewskiego, ale wierzę (a nawet wiem!), że rozpoczyna ona listę wielu kolejnych.

poniedziałek, 21 marca 2016

88. Światowy Dzień Poezji

     Pozostało dokładnie 30 minut do końca Światowego Dnia Poezji (przynajmniej w momencie, gdy o tym piszę). Co stanie się za te pół godziny? Przestaniemy celebrować wiersze? Na nowo wchłonie nas proza (proza życia niestety również..)? Oczywiście, że nie, bo na poezję zawsze jest czas. Czy to dziś, czy w każdy inny dzień roku. Kto jak kto, ale książkoholicy akurat wiedzą o tym doskonale.
     Zeszłego lata zdarzyło mi się przebywać w Łodzi- w jednym z tamtejszych ośrodków kultury. Błogo odpoczywałam w pomieszczeniu na kształt poczekalni, wypatrując jednocześnie przebywających na warsztatach wychowanków. Siedzę i obserwuję. Albo to może one obserwowały mnie? Książki oczywiście. Zerkały z tamtejszych półek i wołały: "Weź mnie". Nie mogłam nie skorzystać z zaproszenia i na chybił trafił wybrałam jedną z nich. Podobno przypadki w życiu nie istnieją. Jeśli to prawda to nieprzypadkowo sięgnęłam po tomik Wierzyńskiego i znalazłam wiersz:

sobota, 19 marca 2016

87. Konstruktywna wizyta w galerii handlowej

     Nie lubię zakupów. Nie znoszę przymierzania, niekończących się poszukiwań podobno niezbędnych rzeczy i mojego chorobliwego niezdecydowania. Jeśli jakimś cudem zakupy są udane- to wtedy z "lubieniem" robię wyjątek. Niestety ostatnio dość rzadko mi się to zdarza.
     Zdarzyło mi się również w którąś niedzielę, która jednak nie skończyła się jak zwykle grymasem niezadowolenia, ale satysfakcją- i to kulturalną ! No bo jak inaczej, jak tylko z niedowierzaniem, można przyjąć do wiadomości fakt, że wybierając się do jednej z wrocławskich galerii wylądowałam na bardzo ciekawej wystawie. Zmieniałam punkt docelowy? Zabłądziłam? O nie! Wystawa "Terakotowa Armia. Skarby starożytnych Chin" mieści się we wrocławskiej "Magnolii".

sobota, 12 marca 2016

85. Dlaczego czytam dwie książki jednocześnie?

     Przypadkiem, lub nie (nad tym szczegółem nie warto się rozwodzić) trafiłam do mojej ulubionej miejscowej biblioteki i tradycyjnie nie opuściłam jej z pustymi rękami. No nie da się, po prostu się nie da: nie patrzeć na półki z nowościami i nie przeglądać katalogów w poszukiwaniu co smaczniejszych kąsków. Omijanie biblioteki szerokim łukiem również nie działa. Jak na idącą z duchem czasu skarbnicę literatury przystało i moja tutejsza posiada profil na fb, na którym regularnie umieszcza zdjęcia z nowościami.
     Zastanawiacie się może dlaczego książkoholiczka miałaby te wszystkie kuszące nowości i samą bibliotekę szerokim łukiem omijać? Bo moje własne półki już się uginają od nabytych i wypożyczonych pozycji, a kurier lada dzień przywiezie kolejne. W Matrasie była wielka wyprzedaż- no nie mogłam nie skorzystać !
     I w ten mniej więcej sposób doszłam do momentu, w którym wytłumaczę dlaczego obecnie czytam dwie książki jednocześnie. Musiałam tymczasowo odłożyć już moja drugą pozycję Mo Yan'a, by zacząć czytać ponaglające mnie terminem zwrotu "Żelazne Damy". Do książki Janickiego zrobiła się w bibliotece kolejka i nie mogę zawieść zaufania tamtejszej przemiłej Pani, której obiecałam szybki zwrot.
     Nie tylko zresztą "Żelazne damy" są obecnie priorytetowe, ale tak naprawdę cały powyższy stosik. Wszystko wypożyczyłam z biblioteki, w której jak wiecie terminy zwrotu są bezlitosne. Z tego też powodu tymczasowo odkładam jeszcze nieprzeczytane tytuły z poprzedniej puli i zabieram się za następujące:

1. Kamil Janicki "Żelazne Damy"
2.Stephen King "Znalezione nie kradzione"
3. Christina Lauren "Piękny drań"
4. Virginia C. Andrews "Kwiaty na poddaszu"
5.Ewa Grzelakowska- Kostoglu "Red Lipstick Monster. Tajniki Makijażu"
6. Jaume Cabre "Wyznaję"

     Kamila Janickiego już znam dzięki przeczytanym "Pierwszym Damom II RP". Historie żon pierwszych prezydentów czytało się naprawdę przyjemnie i wiedziałam, że prędzej czy później sięgnę do kolejnego tytułu tego autora.
     Powodów wypożyczenia Kinga nie muszę podawać- mało który obserwator (lub obserwatorka) mojego bloga nie wie, że jest to jeden z moich ulubionych pisarzy.
     "Piękny drań".. tu argumentacja jest dość zaskakująca. Podejrzewam, że ten tytuł jest podobnym dnem co "Pięćdziesiąt twarzy Greya" (których na szczęście nie czytałam, ale na nieszczęście oglądałam), jednak mimo to po prostu nie mogłam się oprzeć. Wypożyczyłam pierwszą część tej trylogii i tym samym skazałam się na przebrnięcie przez wszystkie pozostałe (choroba kończenia wszystkiego, co się zacznie..). Już teraz jestem strasznie ciekawa, co z tego wyniknie.
     Widoczne na zdjęciu "Kwiaty na poddaszu" to również pierwsza z kilku części. Cały cykl gorąco mi poleciła znajoma, a skrytykował jednocześnie w "Pamiętniku pisarza" sam Stephen King. To aż dwa powody, by książkę przeczytać, ponieważ chciałabym skonfrontować te dwie tak odmienne opinie.
     Od poradników swego czasu stroniłam, ale dziś, przy tak sporej ilości intrygujących blogów i vlogów z bardzo pożytecznymi radami mam diametralnie odmienne zdanie. "Red Lipstick Monster. Tajniki makijażu" to pierwsza czytana przeze mnie tego typu pozycja i już teraz wiem, że na pewno nie ostatnia.
     "Wyznaję" Cabre'a mam w planach już od bardzo dawna. Cieszę się, że w końcu mi się udało do tej książki dotrzeć, ale przyznam szczerze, że zaskoczyła mnie jej wielkość i objętość. Konkretna cegła, która od razu mi się skojarzyła z dźwiganymi w zeszłym roku "Księgami Jakubowymi".. Oby tym razem było warto.
      Na koniec tradycyjnie zapytam Was o powyższe tytuły: czytaliście/łyście? polecacie?

sobota, 5 marca 2016

84. Coś dla pisarzy i czytelników

     Myśl o napisaniu książki pojawiła się w mojej głowie ostatnio na studiach, czyli co najmniej 10 lat temu. Od tego czasu nie pisałam, nie piszę i pisać nie zamierzam. Czy postanowiłam więc już dawno temu zaprzepaścić moje marzenie? Nie, ponieważ ta myśl ostatecznie się w moje "marzenie" nie przekształciła. Ot jakiś tam spontaniczny przebłysk, który w żadnym stopniu się nie pokrył z moimi życiowymi planami i zainteresowaniami. W zupełności satysfakcjonuje mnie jego namiastka, którą macie okazję czytać teraz.
     Książka Stephen'a Kinga "Jak pisać, Pamiętnik rzemieślnika" jest o pisaniu (nietrudno się domyślić), czy więc dla mnie to tylko któraś z kolei bezużyteczna pozycja? Ku mojemu zaskoczeniu- wręcz przeciwnie. Nigdy nie udało mi się poznać jednego z moich ulubionych pisarzy od strony "warsztatowej" i cieszę się, że ta lektura mi to umożliwiła.