sobota, 6 lutego 2016

79. Nie piszę recenzji

     Bo nie lubię. Nie streszczam fabuły, nie charakteryzuję bohaterów i nie analizuję kulminacyjnego punktu wydarzeń. Nie opowiadam po raz kolejny, bo od tego jest książka- czy raczej sam autor. Ja jestem tylko czytelnikiem i moją rolę upatruję jedynie w gromadzeniu wrażeń. Luźnych, przemykających- wychwytywanych przeze mnie i niekoniecznie przez kogoś innego. Prześlizgują się przez zakamarki moich myśli i często- lub nie, zostawiają tam trwały ślad. Ślad, by pamiętać i dyskutować w rozmowie z samą sobą- lub z Wami.
     A co jeśli książka pozostawia w mojej głowie niewiele wrażeń? Wtedy i niewiele o niej piszę, bo nigdy nie rozmawiam o czymś, czego nie pamiętam. I jeszcze jedna reguła, która rządzi moim czytaniem: im lepsza książka, tym więcej wrażeń, a im więcej wrażeń.. to już wiecie. 
     Jak wiele wrażeń pozostawiła w mojej głowie pozycja Wojciecha Jagielskiego? Post miał być krótki, ale jak widać nawet wrażenia potrafią być na tyle nieśmiałe, że wyłaniają się z naszej głowy dopiero wtedy, gdy o nich rozmawiamy.
     Początek historii osadzony w restauracji (restauracji?) McDonald's był dla mnie bardzo nietypowy. Do tego stopnia, że dopiero po skończeniu lektury zrozumiałam, jakie ma znaczenie.        
     Żyjemy w czasach społeczeństwa konsumpcyjnego. Smakujemy, doświadczamy, nabywamy i wciąż jest nam mało. Lubię to określać jako wydawanie pieniędzy na każdą część naszego ciała. Fryzjer, kosmetyczka, masażystka, restauracje, sieciówki z ciuchami i elektroniką, wymyślne propozycje biur podróży..i mogłabym tak wymieniać do rana. Wciąż kupujemy i wciąż chcemy- czegoś nowego i niepowtarzalnego. Zaspokajamy ciało, zmysły i niestety w całym tym natłoku produktów gubimy to, co najważniejsze- duszę. Jakie znaczenie podczas spaceru po kolejnej galerii ma dla nas konflikt na Wschodzie? Jakie znaczenie podczas kupowania entego telefonu mają dla nas umierające śmiercią głodową afrykańskie dzieci? Jakie znaczenie podczas wizyty u fryzjera ma w końcu dla nas coraz większe zagrożenie dla Europy? Nie nazywam Was ignorantami- nie wszystkich, ale doskonale wiecie, że większość z nas właśnie takimi ignorantami jest. Wie o tym również Lara, która obserwując świergoczące nastolatki w McDonald'sie opowiada o swoich dwóch zmarłych synach na wojnie.
     Jest takie określenie: mcdonaldyzacja życia. Jedno z wielu sztandarowych pojęć naszych czasów. Wszystko szybko, tanio i łatwo. Wszyscy się spieszą, wszyscy chcą na wczoraj, wszyscy wspólnie nakręcają ten wyścig szczurów. Opowieść Lary zdołała mnie zatrzymać. Opuściłam życiowy tor i usiadłam, by wysłuchać tego, co ma do powiedzenia. W obliczu takiej historii nawet czas jest błahostką.
     "Wszystkie wojny Lary" to na pewno dobra lekcja historii. I nie chodzi mi tu wcale o kompendium faktów na temat odwiecznego konfliktu między Czeczenami i Gruzinami. Historia to również kompendium opinii i doświadczeń (tak rzadkich w standardowych podręcznikach), historia to kompendium ludzkich cierpień i strat: z powodu chorych ambicji przywódców i kuluarowych rozmów przy cygarze; historia to wreszcie odwieczny konflikt kultur- o jakże nam współczesny.. Lara nie uczy nas historii konfliktu Czeczenów i Gruzinów. Lara przede wszystkim pokazuje nam, jakie spustoszenie w ludzkim życiu i umysłach może spowodować jakikolwiek konflikt.
     "Wszystkie wojny Lary" to również porządna lekcja o nieuchronności przeznaczenia. Dla mnie samej najważniejsza. Lara przemierzyła setki kilometrów, przetrwała wiele burz i rezygnowała z wielu domów, by uchronić swoich synów przed okrucieństwem i bólem wojny. Zdołała ich nawet wysłać do Europy, bo wierzyła, że zaznając cywilizowanego świata nigdy więcej nie zechcą powrócić do tego spustoszonego przez wybuchy bomb. Europa jednak zamiast ofiarować spokój i szczęście, dostarczyła im jedynie rozczarowań. Obcość i duchowa pustka- tylko tego zaznali i od tego chcieli jak najszybciej uciec. Czy trudy wojny są lepsze od oschłej Europy? Dla nich były.. I nawet wieloletnie poświęcenie i błagania matki nie zdołały ich powstrzymać.
      Książka krótka, momentami lekka, ale jakże poruszająca. Dostarcza nam wielu bardzo współczesnych pytań i niestety na większość z nich nie udziela odpowiedzi. Trudne pytania służą przede wszystkim rozważaniu i dyskusji. Trudne pytania zadaje się po to, byśmy pamiętali, że istnieją. Czy to podczas kolejnej wizyty w galerii, czy też wyboru entego telefonu..

2 komentarze:

  1. Mam taki sam stosunek do pisania recenzji. Co prawda używam tego słowa jako "klucza" na blogu, jednak raczej są to moje zwykłe opinie, tudzież refleksje, niż recenzje z prawdziwego zdarzenia.

    A Jagielskiego uwielbiam i wciąż żałuję, że tak niewiele go czytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Uwielbianie" Jagielskiego przeze mnie to zdecydowanie za duże słowo, ale jak na pierwsze spotkanie z tym autorem na pewno już go cenię.

      Usuń