piątek, 22 stycznia 2016

77. Ucz się od Matyldy

     Zainteresowałam się tą książką z czysto subiektywnych pobudek: tytuł. Nietrudno skłonić nauczycielkę, by ta sięgnęła po "Nauczycielkę" Judith W. Taschler.

     Książka dobra jednak nie na tyle, bym pamiętała jej szczegóły- z zakończeniem włącznie. Od tego czasu przeczytałam kilka innych, więc pewnie częściowo w tym tkwi powód mojej amnezji.
     Czytało się szybko i ciekawie. Chociaż mój sprzeciw wobec głównego wątku lekko temu nie sprzyjał. Xavier porzuca Matyldę po 16 latach bycia razem bez słowa pożegnania. To jest możliwe, ale tęsknota po wielu kolejnych latach i postrzeganie skrzywdzonej kobiety jako jedynej życiowej miłości to już zdecydowanie za dużo. Zwłaszcza, że talent tej "miłości" wykorzystało się do napisania podobno własnej książki. Mężczyzna, który tak perfidnie postąpił ze swoją partnerką nigdy nie będzie jej postrzegał jako "tę jedynej w swoim rodzaju". W "Nauczycielce" tak Xavier postrzega Matyldę i to zdecydowanie uważam za fikcję.
      Na szczęście to jedyna wada tej historii. Jest miłość, są wspomnienia- zarówno Xaviera jak i Matyldy (chociaż Matyldy z przyczyn powyższych zdecydowanie realniejsze), jest tęsknota i, żeby nikogo nie znużył ten natłok uczuć, jest również skrupulatnie dopracowana intryga. Jak ja lubię, gdy pisarzowi uda się choć na chwilę wprowadzić mnie w maliny. Pani Taschler jakimś cudem się to udało, bo zdarzył się moment, gdy uwierzyłam, że Matylda naprawdę więzi to dziecko..
     Polubiłam Matyldę. Jest kobietą po solidnych przejściach, ale mimo to (czy może właśnie dlatego) może być czyjąś idolką. Jest wykształcona, oczytana, inteligentna i bardzo bystra. I w związku z tym to oczywiste, że tylko ona mogła odkryć tajemnicę Xaviera.
     Pewnie się banalnie skończyło- dlatego nie pamiętam. Mimo to polecam. Z przyjemnością przeczytałam "Nauczycielkę" i wierzę, że odniesiecie podobne wrażenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz