sobota, 9 stycznia 2016

74. Bokserskie walki o życie

     Im więcej czytamy, tym mniej wiemy. Te słowa idealnie pasują do tematyki Holokaustu, do której zaglądam po raz kolejny i po raz kolejny utwierdzam się w fakcie, że nigdy nie będę w stanie dowiedzieć się wszystkiego na ten temat.
     Moje wcześniejsze spotkania z Holokaustem to przede wszystkim ogólne, obozowe opracowania: o największych obozach w Europie i w Polsce, liczbie więźniów i ofiar. Tematyka oczywiście bardzo ważna, tragiczna i trudna, ale jednocześnie niezbyt wnikliwa. Tym razem przeczytałam o czymś, o czym niewielu ma pojęcie: w obozach organizowano regularne walki bokserskie.

     O Tadeuszu Pietrzykowskim nigdy wcześniej nie słyszałam. Jest ponoć słynnym polskim bokserem, ale niestety nie dla takiej ignorantki tej dyscypliny sportowej, jak ja. Nie o boks tu jednak chodzi- przynajmniej nie w znaczeniu priorytetowym. Pasja Tadeusza Pietrzykowskiego stała się w okresie obozowej rzeczywistości jedynym sposobem na ocalenie życia i to właśnie o tym przede wszystkim jest "Bokser z Auschwitz".
     Początek mojej przygody z tą książką był niestety dość trudny. Poznajemy Tadeusza już w okresie jego małoletności i pierwszych kroków w edukacji, do którego to czasu autorka podeszła wyjątkowo skrupulatnie. No właśnie..skrupulatność jest dobra- bo dokładna i poparta źródłami, ale przestaje być intrygująca, gdy zaczyna czytelnika zanudzać. Poczytałam o dawnych przodkach Pietrzykowskiego, jego rodzicach, miejscach zamieszkania i szkołach, ale dziś niestety niewiele potrafię z tego powtórzyć, ponieważ z racji natłoku informacji nie udało mi się z tego czasu zbyt wiele zapamiętać.
      Dalsze strony książki również do łatwych nie należały. Etapy sportowej kariery Tadeusza w okresie przedwojennym są scharakteryzowane podobnie bardzo dokładnie. Dla fanów boksu to dobra wiadomość, bo znajdą tu wiele informacji o toczonych walkach, rywalizujących ze sobą klubach i ówczesnych mistrzach. Fanką boksu, jak już pisałam wyżej, nie jestem, więc takich ciekawostek również nie udało mi się zapamiętać.
      Aresztowanie i pobyt w Auschwitz to ten etap "Boksera z Auschwitz", który doprowadził mnie do łez. Tadeusz był więźniem z niskim numerem, któremu, jako jednemu z niewielu, udało się przeżyć. Wielokrotnie otarł się o śmierć, ale liczne, organizowane przez Niemców walki bokserskie ratowały mu życie. Był drobnej, pozornie niegroźnej postury, jednak to tylko działało na jego korzyść. Lekceważący przeciwnik to przeciwnik łatwiejszy.
     Jakie konkretnie momenty (czy też bardziej moment) mocno mnie wzruszyły? Spotkanie Pietrzykowskiego z Ojcem Maksymilianem Kolbe. Nigdy nie czytałam o tym słynnym duchownym (choć jego celę w Auschwitz widziałam), ale opis jego niesamowitej osoby przez naocznego świadka mnie do tego zmobilizował. Gdy znajdę jakąś ciekawą pozycję o Kolbe z pewnością do niej sięgnę.
     Tadeusz Pietrzykowski poznał również Witolda Pileckiego, z którym nawet współpracował. Pomagał wraz z nim licznym współwięźniom i organizował wiele sabotażowych akcji. Był również współorganizatorem nieudanego zamachu na komendanta obozu.
     Czy Marta Bogacka rozmawiała osobiście z Tadeuszem Pietrzykowskim? Czy to bezpośrednio od niego zdobyła przytoczone informacje? Niestety nie. I nie będę teraz krytykować korzystania ze źródeł (podkreślam po raz kolejny- bardzo skrupulatnego), tylko ich ciągłego przytaczania. Dosłownie, na zasadzie częstych i rozległych cytatów. Do tego stopnia, że śmiało mogę określić tę książkę jako zbiór fragmentów wielu artykułów i książek, a nie w miarę samodzielną pozycję. I to jedyna wada "Boksera z Auschwitz", która dla niektórych może się okazać zaletą. Nic tak bowiem mocno nie razi większości czytelników, jak przekoloryzowane lub pełne merytorycznych błędów biografie.
     Zaletami książki, oprócz wielu wzruszeń i rzetelnych informacji, są również zdjęcia i liczne wypowiedzi świadków. Z tych ostatnich powodów oceniam tę pozycję ostatecznie bardzo dobrze i mimo natłoku cytatów szczerze polecam.

4 komentarze:

  1. To musi być bardzo wartościowa książka, może i są momenty ciężkie (ja też się nie interesuję boksem, więc dane dotyczące walk czy nazwy klubów niespecjalnie mnie ciekawią), ale na pewno warto ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Określeniem "wartościowa książka" trafiłaś w dziesiątkę :-)

      Usuń
  2. Książka mimo trudnej tematyki na wstępie zapowiadała się ciekawie. Nie miałam pojęcia, że w obozach organizowano walki bokserskie, o Panu Tadeuszu Pietrzykowskim również nie słyszałam. Niestety te liczne, wnikliwe fakty i przytaczane źródła, które mają zajmować tak pokaźną część książki jednak mnie zniechęciły.

    OdpowiedzUsuń