poniedziałek, 26 października 2015

66. Moje pierwsze i ostatnie Targi Książki w Krakowie

    Wróciłam przed chwilą z Waszych blogów. Temat Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie w ostatni weekend jest dziś wyjątkowo popularny. Cieszycie się, doceniacie, wciąż ekscytujecie a nawet świętujecie. Targi dla każdej/każdego z Was były niesamowitym i niezapomnianym przeżyciem. Macie mnóstwo zdjęć z pisarzami, publicystami, dziennikarzami i sporo ze sobą- na tle targów.  A mi zamiast wesoło z racji wspólnych wydarzeń to wręcz przeciwnie...bo i ja tam byłam, ale niestety dawno nie czułam się tak zawiedziona i rozczarowana.
   
     Nie porozmawiałam z nikim znanym, nie zebrałam podpisów do książek i nie spotkałam żadnej z blogerek- co akurat smuci mnie najbardziej. Byłam tylko w sobotę i tak jak nie mogłam się tego dnia doczekać, tak wyjątkowo szybko chciałam to miejsce po fakcie opuścić. Tłumy, tłumy i jeszcze raz tłumy...jechałam prawie trzysta kilometrów po to, by stać w ogromnej kolejce po bilety i podobnie długiej do szatni; fatygowałam się, by jeść obiad na stojąco, by być zadeptywaną przez ludzi i mieć napady klaustrofobii z powodu niemożliwych do przebycia alejek. Czy widziałam kogoś znanego? Tak: Annę Dymną bełkoczącą pod nosem fragment książki z racji fatalnego nagłośnienia, czubek głowy Martyny Wojciechowskiej obleganej przez mrowisko ludzi i mojego ukochanego Cejrowskiego- mimochodem i z daleka. Ktoś mógłby powiedzieć: nie starałaś się, nie zabiegałaś, nie upierałaś. Owszem, pewnie "nie walczyłam" dostatecznie mocno, ale przedzieranie się między ludźmi i fatalny ból kręgosłupa z powodu braku jakichkolwiek miejsc na chwilę odpoczynku skutecznie mi to uniemożliwiały.
     Coś mimo to przywiozłam: książki w tak promocyjnych cenach, że znalazłam je na allegro jeszcze taniej po fakcie, bolący kręgosłup i zaledwie dwie rzeczy, z których jestem naprawdę zadowolona- widok mnóstwa czytających dzieci i zdjęcie Wojciecha Cejrowskiego na boso ! Nie było jednak łatwo wywieźć tych zdobyczy z Krakowa, ponieważ musiałam ponad godzinę wyjeżdżać z samego parkingu (!). 
      Doceniam fakt, że ludzi tak licznie interesuje literatura, ale jeśli to są aż takie tłumy to może wypadałoby pomyśleć o innej lokalizacji targów? A co by było, gdyby wybuchł pożar? Uniknięcie staranowania graniczyłoby z cudem...chyba nigdy nie widziałam aż takiego napychania bez końca jednego budynku ludźmi.
     Śmiem twierdzić, że moja negatywna ocena Targów Książki w Krakowie będzie jedyną wśród tych wszystkich zachwytów i ekscytacji. Zazdroszczę Wam takich wrażeń- naprawdę ! Ale z drugiej strony szczera ze mnie dziewczyna i jeśli coś mnie naprawdę mocno rozczarowało, to bez względu na opinie ogółu, skrytykuję i zapłaczę.

14 komentarzy:

  1. Dlatego ja na targi książki nie jeżdżę. Może i ciekawa inicjatywa, może i można spotkać kilku ciekawych ludzi, ale te tłumy mnie przerażają i nie potrafię znaleźć żadnego powodu ku temu by się tam zjawić. No chyba, że na targach gościem byłby któryś z moich ulubionych pisarzy, wtedy byłabym tam pierwsza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie już nawet pobyt noblisty na targach w Krakowie by nie przekonał :P

      Usuń
  2. Dlatego nie pojechałam :) W tamtym roku byłam w grudniu na Wrocławskich Targach Dobrych Książek, było całkiem fajnie, mimo że ścisk, ale do przeżycia i prawie na miejscu dla mnie. Cejrowskiego widziałam już 2 razy - we Wrocku i w Wałbrzychu na spokojnie bez kolejek, podpisał mi wszystkie książki, mam też z nim kilka zdjęć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Wrocławia się wybieram i na pewno podzielę się kolejnymi wrażeniami z targów- oby były zdecydowanie pozytywniejsze..

      Usuń
  3. Nie byłam, nie przepadam za tłumami, nie lubię sie przepychać... a w superpromocje nie wierzę. Tak jak napisałaś, na allegro można znaleźć taniej, a jechać na targi dla niższych cen się nie opłaca. Zwróciłaś za to uwagę na coś, co nie może mi wyjść z głowy... Co jesli faktycznie zdarzyłby się pożar/ ktoś rozpyliłby jakis gaz/ itp.? Inna lokalizacja jak najbardziej do przemyślenia dla organizatorów.
    Niemniej, wspomnienie widoku czytających dzieci w jakimś stopniu mnie rozczuliło, serio :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt pożaru (zwłaszcza po niedawnych, bydgoskich wydarzeniach) rzeczywiście jest bardzo niepokojący. A dzieciaki, jak zresztą często w wielu kwestiach, i tu "wymiatają" ;-) Aż chce się wierzyć, że rzekoma plaga nieczytania wśród dzieci to tylko pogłoski :-)

      Usuń
  4. Zawsze mam takie wrażenia z Targów... Już nie jeżdżę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za ulga, że nie jestem jedyną rozczarowaną..

      Usuń
  5. Chyba masz rację co do tej negatywnej oceny - ja czytam taką po raz pierwszy :D ale tłumy potrafią zrobić swoje... też bym była chyba sfrustrowana tym wszystkim, odbierają całą przyjemnosc... skoro jeździ tyle osób to chyba warto dodać kolejne miejsce zeby sie troche luzniej zrobiło. Ja jeszcze nigdy nie byłam, ale za rok jadę


    P.S. Organizuję u siebie wymiankę świąteczną z akcentem książkowym. Będzie mi bardzo miło, jeśli dołączysz do zabawy. W tamtym roku było super! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zaproszenie. Nie mówię, że nie skorzystam, ale..muszę nad tym pomyśleć ;)

      Usuń
  6. Po zeszłorocznych Targach miałam podobne przemyślenia - z wielkimi nadziejami spędziłam dwie noce w pociągu żeby dotrzeć do Krakowa i z niego wrócić, a jedyną sensowną zdobyczą była fura zakładek, bo promocje na książki okazały się śmieszne. Za to pocieszający był fakt, że ta masa ludzi nie przyszła tam bez powodu - w czasach, gdy mówi się, że ludzie nie czytają, taki ogrom osób zainteresowanych literaturą to coś cudownego. A ile młodzieży!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście liczba osób czytających zachwyca, niestety ich stłoczenie w jednym miejscu może również przerażać..

      Usuń
  7. Dla mnie najcudniejszym momentem Targów była środa wieczorem, kiedy przyjechaliśmy rozstawiać stoisko. Wszędzie książki. Prawie nigdzie ludzi. Tylko ja i literacki wszechświat na tysiącach metrów kwadratowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze zanim pojawiły się tłumy...to rozumiem ;-)

      Usuń