wtorek, 29 września 2015

64. Lubię jesień

    Lubię mgliste poranki, oszronione szyby i szare, nieruchome powietrze. Lubię unikatowe barwy jesiennych drzew, chrzęst deptanych liści i widok pomarańczowej jarzębiny. Lubię rozgrzewającą zieloną herbatę z rana, gorące kakao wieczorową porą i kolorowe, ciepłe skarpety. Lubię również przyjemny w dotyku koc, dobrą lekturę, film lub dokument w tv. Lubię pisać przy wtórze uderzających o parapet kropli deszczu. I mimo iż jestem w mniejszości, to lubię jesień, bo właśnie wtedy najczęściej rozmawiam sama ze sobą.
    Tegoroczna jesień trochę nam się spóźnia. Sugerują to liczne jeszcze kwiaty na łąkach. To nic zaskakującego- kobiety często tak mają.

czwartek, 24 września 2015

63. Jesienny książkowy zawrót głowy

     Od wczoraj trwa kalendarzowa jesień, a to oznacza, że sezon na kakao, ciepły koc i dobrą lekturę został właśnie otwarty. Ja tegoroczną jesień zdecydowałam się rozpocząć od:
"Kocha, lubi, szanuje..." Alice Munro
"Zbyt wiele szczęścia" Alice Munro
"Miłość oraz inne dysonanse" Janusza Leona Wiśniewskiego
"Dyskretny bohater" Vargasa Llosy
     Kilka książek Alice Munro mam już za sobą. Czytałam je z błogą przyjemnością, dlatego nie mogłam się oprzeć wypożyczeniu kolejnych.
     Do Wiśniewskiego natomiast mam ogromny sentyment. Sięgnęłam do niego po raz pierwszy już na studiach i od tego czasu darzę tego pisarza ogromną sympatią. Nie mogłam więc nie przygarnąć i jego powieści.
     A Llosa..no cóż. Jego świat to z pewnością nie moja bajka. "Dyskretnego bohatera" wypożyczyłam w tym samym dniu co "Marzenia Celta" i tylko i wyłącznie dlatego powieść ta znalazła się w jesiennym stosiku. Jestem jednak pewna niemalże na sto procent, że to moje ostatnie spotkanie z tym pisarzem.

poniedziałek, 21 września 2015

62. Llosa po raz drugi

     "Miasto i psy" to moje pierwsze spotkanie z Llosą. Niestety niezbyt udane. Pisarz owszem- zdolny, elokwentny, precyzyjny i kontrowersyjny, ale tematyka tego tytułu jak dla mnie zdecydowanie za ciężka. Momentami nawet "uciążliwa"-rzekłabym z przekonaniem. Książka mnie znużyła, bo nadmiernie obciążyła. I stąd moja decyzja, by do innych jego dzieł nie sięgać.
     Podzieliłam się powyższym wnioskiem z jednym z zapalonych zwolenników Lllosy- kolegą z pracy i, za jego namową, postanowiłam spróbować jeszcze raz."Powieść powieści nie równa, ok, co mi szkodzi?"- i tak dotarłam do "Marzenia Celta".

poniedziałek, 14 września 2015

61. Gdzie byłam, gdy mnie nie było

     Nie zrezygnowałam z prowadzenia bloga, nie zapomniałam o nim, ani tym bardziej o Was i w żaden sposób się nie zniechęciłam. Gdzie więc byłam, gdy mnie nie było? W Łańcucie, Ustrzykach Dolnych, Górnych, Solinie, Krasiczynie, Przemyślu i Krakowie. Zwiedziłam dwa zamki, jedną zaporę, zdobyłam cztery szczyty i stanęłam przy jedynej zachowanej"polskiej jedenastce" (nareszcie !). W sierpniu spędziłam osiem dni w Bieszczadach, a we wrześniu trafiłam na Zoobotanicę we Wrocławiu. Mnóstwo zobaczyłam, doświadczyłam i tradycyjnie przeczytałam, a teraz czas najwyższy o tym opowiedzieć. Oczywiście nie o wszystkim naraz- dziś co najwyżej zapowiadam nadchodzącą dawkę ciekawostek ;-) Przepięknie spędziłam wakacje i lada dzień, dzięki tej stronie, będę je mogła przeżyć jeszcze raz :-) Do napisania kochani !