poniedziałek, 20 lipca 2015

58. "Wiem, że nic nie wiem" czyli kolejna przygoda ze Sparksem

       Na pierwszej, przeczytanej przeze mnie powieści Sparksa: "Prawdziwy cud" nie pozostawiłam, przy okazji opinii, suchej nitki. Dlaczego mimo to sięgnęłam po kolejną- "Na zakręcie"? Dwa, dość błahe powody: bo w bibliotece wypożyczyłam od razu dwa egzemplarze, bo nie chciałabym krytykować pisarza tylko na podstawie jednego tytułu. Dziś dowiecie się, jaki mętlik w głowie, po przeczytaniu kolejnej pozycji, pozostawił mi Pan Nicholas Sparks.


     Intrygujący, czy nawet wręcz genialny pomysł z przeplataniem fabuły osobistymi wyznaniami sprawcy wypadku. Anonim (tak go tymczasowo nazwę) opisuje tamten feralny dzień, przytaczając szczegółowo wydarzenia przed i tuż po nim. Dodatkowo dzieli się towarzyszącymi mu wtedy emocjami, zdradzając bardzo powoli i ostrożnie (prawie przez przypadek) szczegóły swojej osoby. Bo tożsamości sprawcy oczywiście nie znamy- przynajmniej nie od razu, dlatego nie ma możliwości, by któregokolwiek czytelnika ten wątek nie zaciekawił.
     Wyznania sprawcy, jak już wspomniałam, przeplatają się z bieżącą fabułą. Wszystko toczy się obok siebie wyjątkowo równym, spójnym rytmem i ta precyzja jest kolejnym powodem mojego podziwu dla pisarza. Kunszt literacki- tak to jest chyba określane.
     Wątek miłosny z Sarą i Milesem w roli głównej jest bardziej drugoplanowy. I całe szczęście ! Dodatkowo bohaterowie są niebanalni, ich historie wiarygodne a uczucia ani trochę przesłodzone. Czytelnik łatwo się z nimi utożsamia, bo ich zbliżanie się jest stopniowe i rzeczywiste. I ta realność sprawia, że naprawdę możemy się wzruszyć- bez infantylnych wyznań miłości (to możliwe !). Kolejny plus dla autora.
     Dobry wątek miłosny z dopracowaną zagadką w tle. Nietrudno się domyślić, że sprawcą wypadku jest ktoś z rodziny Sary, ale to ani trochę nie zaburza naszego zainteresowania całą historią. Fabuła jest płynna i solidnie dopracowana- od początku do końca. No tak..nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie skrytykowała. Miles ostatecznie decyduje się przebaczyć sprawcy i nie doprowadza do jego osądzenia. W to niestety nie uwierzyłam.
    Po przeczytaniu dwóch powieści Nicholasa Sparksa wiem jedno: że niewiele wiem. Niestety nie nurtuje mnie to wystarczająco, by chcieć wiedzieć więcej. Ot pisarz, jakich wielu. Raz pisze gorzej, raz lepiej. Chociaż "Na zakręcie" napisał przed "Prawdziwym cudem", więc może się "zepsuł"? Nawet Panu Coelho się zdarzyło, dlatego niestety każdemu może.
     Ostatecznie nie namawiam i nie odradzam. Zdecydujcie sami. Ja na pewno przygodę ze Sparksem skończyłam z powodu wielu lepszych pisarzy, którym chciałabym poświęcić swój czas.

11 komentarzy:

  1. "Po przeczytaniu dwóch powieści Nicholasa Sparksa wiem jedno: że niewiele wiem." - w tym cytacie zamknęłaś wszystko ;)
    Osobiście lubię Sparksa, ale muszę mieć ochotę na jego książki... Inaczej nie odbieram ich tak jak bym chciała. Stają się infantylne i durne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt duże ryzyko na infantylność książek Sparksa to główna przyczyna mojej rezygnacji z niego :P

      Usuń
  2. Ja czytałam "Pamiętnik" spłakałam się, ale to jest tylko taki wyciskać łez, a nie głębsze przeżycie czytelnicze. Nie ciągnie mnie do innych jego powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mamy podobne sprzostrzeżenia a propos twórczości tego pisarza ;-)

      Usuń
  3. Sparks to takie łzawe historyjki. Do mnie jedne trafiły, inne nie. Podobał mi się "List w butelce". Chyba najbardziej z tych, które czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Określenie "łzawe historyjki" jest jednym z najbardziej trafnych ;-)

      Usuń
  4. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Sparksa, ciągle mi jakoś nie po drodze z tym autorem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie żałuj, naprawdę niewiele tracisz ;P

      Usuń
  5. Sparks jest raz lepszy raz gorszy, dokładnie tak jak napisałaś. Jednak jest w jego książkach coś przyjemnego, takie bezpieczeństwo... Pamiętnik uwielbima, cenięteż Ostatnią piosenkę i regularnie poznaję kolejne książki. Zazwyczaj jestem zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od Sparksa musiałam odpocząć (mija już kilka lat!) po "Liście w butelce", po prostu koszmar! "Prawdziwego cudu" nie czytałam, ale "Na zakręcie" owszem, całkiem mi się podobało. Irytuje mnie natomiast w pisarstwie tego autora, iż kobiety zawsze mają błyszczące oczy, puszyste włosy, wąską talie, bla bla bla. Jak z jednego szablonu. Z jego książek, gdybyś jednak się przełamała, polecam Ci "Dear John" czyli po polsku "I wciąż ją kocham" (genialne tłumaczenie, nieprawdaż?). Z czystym sercem mogę ją zareklamować. Pomogła mi zapamiętać objawy Zespołu Aspergera, kiedy uczyłam się na zaliczenie przedmiotu na studia. Naprawdę dobrze opisuje fiksacje chorych. W międzyczasie przewija się wątek miłosny, bardzo fajny swoją drogą. Okej, nie zanudzam więcej, bo nie wiem nawet czy zamierzasz się przekonać do jeszcze jednej lektury Sparksa ;)

      Będę obserwowała, bo czuję, że się polubimy :). Pozdrawiam! Po drugiej stronie książki

      Usuń