środa, 8 lipca 2015

55. Podróż z przeszłością

    Prosty przekaz jest czasem najskuteczniejszym sposobem na uchwycenie sedna opowieści. W przypadku "Zielonej sukienki" Małgorzaty Szumskiej to się akurat w stu procentach sprawdziło. To u Was dojrzałam na blogach książkę Szumskiej i to dzięki Wam spędziłam tyle przyjemnych chwil.
      Książka od początku mnie "urzekła". Bo zaczęło się od krowy, sypiania z dziadkami, skubania kurczaka i drewnianego wychodka. Wspomnienia mojego pokolenia z dzieciństwa. Tak przyjemne i sielankowe, że bez trudu wywołały u mnie uśmiech na twarzy.

     A potem Rosja. I zimna, okrutna Syberia. Z kajdanami, torturami i masową śmiercią. Przerażające, ale prawdziwe. Małgosia wybywa w podróż śladami swoich dziadków i bez upiększania opisuje wszystko to, co się działo z zesłańcami w powojennej Rosji. Obraz przeraża, ale i wzrusza jednocześnie. Bo mimo takich warunków i tylu trudności, gdzieś tam przetrwała miłość. W "Zielonej sukience" jedna, ale z pewnością było ich wtedy tysiące...To zadziwiające, jak niewielki obraz może wywołać tak wielkie emocje. Miłość dziadków Małgosi to któryś z kolei plan całej historii. W porównaniu jednak do książek, które traktują tylko "o jednym" ta historia poruszyła mnie chyba jak żadna inna dotąd. Może dlatego, że tym razem naprawdę napisało ją "samo życie".
     "Przeszłość spotyka się z teraźniejszością"- to kolejna zaleta "Zielonej sukienki". Czytamy o tym, jak było otrzymując w tym samym momencie obraz obecny. Na świecie jest tyle miejsc, w których zatrzymał się czas. I tylu ludzi, którzy pamiętają o sobie nawet po wielu latach.
     Polubiłam Małgosię. Jej odwagę, otwartość i dziadków. Chociaż podróż z obcymi dwoma mężczyznami skrytykuję. Co za dużo to niezdrowo ! Sympatia mimo to przeważa dlatego z niecierpliwością czekam na jej kolejną "podróż z przeszłością" :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz