poniedziałek, 27 kwietnia 2015

52. Ciężkie rozczarowanie.

     Tokarczuk czytuję odkąd pamiętam. Możliwe, że jej książka była pierwszą, do której sięgnęłam z ciekawości, a nie obowiązku. Jej literaturę oceniam jako dobrą, ale momentami trochę "chwiejną". Dlaczego? Bo czasami pisze coś, co mnie zachwyca, a czasami coś, co mnie najzwyczajniej w świecie nuży. Ostatnia opcja zdarzyła się niestety przy "Księgach Jakubowych".
    Nigdy nie byłam zwolenniczką e-book'ów. Nie próbowałam, ale też nie wyobrażałam sobie, by pachnące i zapisane kartki papieru zastąpić zimnym ekranem. Przy najnowszej książce Tokarczuk zdarzyło się jednak, że wręcz marzyłam o takiej opcji czytania. "Księgi Jakubowe" są grube (ok. 900 stron) i ciężkie. Trudno je dłużej utrzymać w dłoni, a czytając przy biurku można się nabawić bólu pleców. Cała ta fizyczna "męczarnia" potrafi skutecznie wyprzeć walory tej pozycji. Bo nie zawsze skupiałam się na treści, koncentrując się bardziej na tym, by jak najszybciej mieć tą książkę "z głowy".
     Chociaż..gdyby treść była powalająca, to i największe niedogodności by mi nie przeszkadzały. Ale niestety nie była. Jest jakaś historia, kilka intrygujących postaci, ciekawe tło tamtych czasów, ale ostatecznie "Księgi Jakubowe" mnie znużyły. Ja wiem, że Pani Olga musiała się naprawdę solidnie napracować, naszukać, naczytać i nagłowić, by "Księgi Jakubowe" stworzyć, jednak mimo tych zabiegów powieść ta niczego konstruktywnego w moje życie nie wniosła. Zdobyłam, przeczytałam i szybko o niej zapomnę. I nawet recenzja jest nieznaczna- by ten ostatni proces jak najszybciej rozpocząć. 
 

Opis książki na okładce: "Rok 1752. Do Rohatyna na Podolu przybywają kasztelanowa Katarzyna Kossakowska i towarzysząca jej poetka Elżbieta Drużbacka. Jednym z gości na powitalnej kolacji jest miejscowy proboszcz Benedykt Chmielowski, autor pierwszej polskiej encyklopedii. Ksiądz i poetka, osoby rozmiłowane w księgach, szybko znajdują wspólny język- rozpoczynają rozmowę, którą później kontynuować będą w listach.Nieco później, także na Podolu, pojawia się młody, przystojny i charyzmatyczny Żyd- Jakub Lejbowicz Frank. Tajemniczy przybysz z odległej Smyrny zaczyna głosić idee, które szybko dzielą społeczność żydowską. Dla jednych heretyk, dla innych zbawca już niebawem ma wokół siebie krąg oddanych sobie uczniów, zaś wywołany przezeń ferment może odmienić bieg historii."

7 komentarzy:

  1. Szkoda, że książka nie zachwyca, bo miałam na nią ochotę...Choć, nie przekreślam jej całkowicie, bo jednak coś mnie do niej ciągnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o rozczarowanie tą pozycją, to jestem w mniejszości, więc może nie warto jej całkiem przekreślać? To tylko i wyłącznie subiektywna opinia, Twoja może być diametralnie inna.

      Usuń
  2. Widzę, że wiele osób sięga po "Księgi Jakubowe", ale ja akurat nie czuję się na siłach, jeśli chodzi o sięgnięcie po takie tomisko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba mieć mocne plecy i solidne dłonie :P

      Usuń
  3. Tokarczuk czytałam jedynie ,,Szafę"... ,,Księgi Jakubowe" trochę mnie przerażają swoją objętością, na razie nie planuję ich lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie tak myślałam. Podejrzewałam, że wielkie halo wokół tej książki to głównie efekt marketingowy, a nie naturalna moc książki. Lubię grube knigi i już myślałam o podjęciu takiego wzywania, ale Twoje ostrzeżenie biorę serio do siebie i może kiedy indziej znarnuję czas. W dalszej przyszłości.
    I tak samo jak Ty, Tokarczuk lubię i szanuję, ale uważam jej dzieła za "chwiejne". Rewelacyjnie to ujęłaś.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tokarczuk jeszcze przede mną!

    OdpowiedzUsuń