wtorek, 17 lutego 2015

50. Konstruktywna podróż na Wschód

     Andrzeja Stasiuka miałam zawsze za wyjątkowo nużącego pisarza. I to nie opinia po przeczytaniu jednej jego książki tylko co najmniej trzech, dlatego wystarczająco uzasadniona. Co mnie skłoniło, by mimo to sięgnąć do jego najnowszej pozycji? Zwykła ciekawość. Książka wpadła mi w ręce i ten przypadek okazał się tym razem dość szczęśliwy.
"Niezwykły zapis podróży na Wschód- podróży we wspomnienia, do obrazów z dzieciństwa spędzanego u dziadków na Podlasiu, i podróży tam, skąd wyszły oddziały Czyngis- chana, tam, gdzie historia jest jak geologia i tektonika: nieunikniona, nieprzewidywalna, miażdżąca, tam, gdzie lucyferycznym blaskiem świeci nowa potęga- do Rosji, Chin i Mongolii. To próba uchwycenia cienia Wschodu, który na nas pada. Opowieść o tęsknocie, pragnieniu i strachu. I o tym, jak umyka przestrzeń, a powraca pamięć"- opis książki na okładce.
     Wędrówka autora rozpoczyna się od rodzinnych stron. Najpierw jest spokojnie, niemrawo (jak to u Stasiuka), a potem znienacka intrygująco i błogo. Usłyszałam skrzypiącą podłogę, szurające kapcie i oczami wyobraźni zobaczyłam tandetną odpustową piłkę na gumce. Wszystko sprawiło, że sama zatęskniłam za swoimi dziadkami i z rozrzewnieniem czytałam dalej.

     Każda kolejna stronica "Wschodu" była dla mnie jeszcze większym bogactwem sentymentów i dodatkowo cennej wiedzy. Razem ze Stasiukiem przechadzałam się uliczkami Lublina, rozmyślałam o problemie Holokaustu wśród ludności sąsiadującej z obozami i sprawdzałam swoją geograficzną i historyczną wiedzę. Wszystko to robiłam ze spokojem, rzetelnością i ważnymi wnioskami. I to nie tylko w związku z pisarzem, który od tego momentu zaczął się jawić w moich oczach jako wyjątkowo wnikliwy obserwator przyrody, ludzi i zachodzących w nich zmian.
     Po krajobrazach z dzieciństwa przyszedł wreszcie czas na poszukiwanie "pogorzelisk po czerwonym pożarze". Stasiuk wyrusza do byłego ZSRR, w którym ma nadzieję odnaleźć źródło niegdysiejszego komunizmu.
    Pisarz nie lubi Rosji. Postrzega ją jako szarą, nudną i wiecznie zaśmieconą. Nie widzi też szans na zmiany i to chyba największa wada tego kraju. Chiny dla odmiany zdecydowanie bardziej go intrygują i tak też, dzięki konstruktywnej obserwacji autora, podziałały na mnie.
     Stasiuk pierwszorzędnie mówi o zalewającej świat ludności tego kraju. I to nie w kontekście sposobów na zatrzymanie tego zjawiska, tylko przede wszystkim w obrębie jego przyczyn. Chiny jako całość, ze swoim sposobem bycia i życia, to fenomen. Dla Stasiuka i od teraz również dla mnie.
     "Wschód" nie powalił mnie na kolana, nie zszokował, ale zaintrygował na pewno. Wreszcie Andrzeja Stasiuka doceniłam. Z jego wiedzą, cennymi obserwacjami i wnioskami. A może po prostu musiałam do jego twórczości dojrzeć? Tego nie wiem. Wiem jednak na pewno, że o Chinach chcę poczytać dłużej. Poszukać, obejrzeć i wiedzieć jeszcze więcej.

12 komentarzy:

  1. Dużo już o tej książce słyszałam, wciąz gdzieś mi wyskakuje, nawet w księgarni się na nią natknęłam. Ale nie sądzę, bym ją przeczytala ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę w końcu przeczytać, leżu już u mnie na stosiku od grudnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest o czym czytać, więc koniecznie :-)

      Usuń
  3. nie wiem czy tam na wchodzie, coś się kiedyś zmieni. cieżko ogląda się tą przemoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby zmieniło się na lepsze i to szybko.

      Usuń
  4. Trochę słyszałam o tej książce, ale to zupełnie nie mój klimat, więc dlatego nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś sama się zaskoczę i po nią sięgnę ;)

      Usuń
  5. Andrzej Stasiuk to dla mnie Mistrz. Jeden z niewielu żyjących polskich pisarzy, którego twórczością można się zaczytywać. Szczególnie polecam pozycje: „Biały kruk”, „Dziewięć” i „Taksim”, w tej właśnie kolejności. Moim zdaniem to jedna, wspaniała historia. Polecam.

    OdpowiedzUsuń