piątek, 30 stycznia 2015

44. Homofobia czy tolerancja? A może coś pomiędzy?

     Colin Firth- to jego postać była pierwszym powodem, dla którego chciałam obejrzeć "Samotnego mężczyznę". Zwiastun zapowiadający związek dwóch mężczyzn zmobilizował mnie do tego dwa razy mocniej.
     Trzeba być odważną osobą, by oglądać niektóre tamtejsze sceny. Przynajmniej jak na kogoś w stu procentach heteroseksualnego. Pocałunki głównego bohatera z mężczyzną, homoseksualna nagość, pożądanie i tęsknota na miarę głębi oceanu. Zagubienie i rozpacz wydeptujące ścieżkę do samobójstwa. Jakim trzeba być nieszablonowym i zdolnym aktorem, by móc pochłonąć to wszystko naraz.
     Mimo tych wielu ostrych emocji, sama akcja jest wyjątkowa subtelna. Gładka, ale i cięta jednocześnie- niczym nóż. Nie ma tam agresji ani przerysowanej żądzy, ale jest za to codzienne, wszechogarniające cierpienie. Z koniecznością przylepiania o poranku uśmiechu na twarzy- czyli jego najgorsza odmiana.
     Dramat nie przesądza o charakterze wszystkich momentów w tym filmie. Scena, która przynosi najwięcej radości, paradoksalnie najbardziej zapadła mi w pamięć. A może właśnie dlatego? Nocna kąpiel dwóch nagich mężczyzn w morzu. Maksymalnie spontaniczna i maksymalnie beztroska. Jakby się przed chwilą narodzili na nowo. Bez ograniczeń, konwenansów i zastanawiania się nad tym, co będzie jutro. I ja poczułam ten dreszcz emocji. Z chęcią zrobienia czegoś nieprzewidywalnego i nierutynowego włącznie. W tym przypadku bez względu na seksualność. Tylko takie momenty w życiu są w stanie nam dać prawdziwe szczęście.
     Kreowanie problematyki filmu przez prawie całość jego trwania i nagła rozsypka przy jego końcu z powodu nieoczekiwanych zdarzeń to coś, co mnie już bardzo dawno nie spotkało w czasie oglądania danej produkcji. Cały film tyczył się tęsknoty, znienawidzenia życia i skrupulatnego planowania jego końca. Sam "finał" przewraca całą wizję do góry nogami. Jak? Tego nie będę zdradzać, bo nie chciałabym byście poznali esencję tego filmu tylko czytając o nim. Na pewno główny bohater uświadomił sobie niespodziewanie, że mimo wszystko kocha życie. W jakich okolicznościach i do czego to go zaprowadziło? To już musicie zobaczyć sami..
     Julianne Moore. Ostatni raz widziałam ją w "Carrie" i przyznam szczerze, że dawno nie miałam do czynienia z tak fatalną grą aktorską. Jakież było moje zdziwienie, gdy epizodem w "Samotnym mężczyźnie", powaliła mnie dla odmiany na kolana. Kolejny dobry powód, by zobaczyć ten film.
     Na koniec najważniejsze i nawiązujące do piosenki jednocześnie. Zauważyliście, że tematyka homoseksualna jest ostatnio dość wszechobecna? Wcześniej sądziłam, że to zaplanowany sposób na popularność, a dziś myślę, że to krzyki tych ludzi o tolerancję.


Ja jestem tolerancyjna. A Ty?

8 komentarzy:

  1. coraz więcej kampanii nawiązuje do tematu tolerancji, myslę, że akcje społeczne dają coraz więcej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt częstszych dyskusji na ten temat już jest według mnie plusem.

      Usuń
    2. a co do Hoziera i teledysku. Jest naprawdę naprawdę mocny. Słuchając piosenki w radiu, nigdy nie podejrzewałabym, że ma taki dobry teledysk.

      Usuń
  2. Widziałam ten film i bardzo mi się spodobał. Zresztą, nic dziwnego, Firth jest wirtuozem gry aktorskiej. A Twoja recenzja jest płynna i porządna - świetnie mi się czytało.
    Co zaś w kwestii tolerancji homoseksualistów - tak, toleruję. Nawet akceptuję. Przyjmuję pod swoje skrzydła od czasu do czasu. Ale ostatnio obserwuję zjawiska nietolerancji dla osób, które nie są fanami gejów czy lesbijek. Tacy ludzie mają coraz gorzej w naszym kraju, a przecież nie liczy się, z kim wolisz sypiać, tylko czy masz dobre serce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle komplementów naraz- dziękuję :-)
      Liczy się dobre serce- lepiej bym tego nie ujęła.

      Usuń
  3. A tak w ogóle, to też jestem teraz w trakcie lektury "Morfiny". I mam pytanie. Czy doczekam się u Ciebie recenzji "Świata według Garpa"? To jedna z moich ulubionych książek, zresztą prawie jak w wypadku każdej autorstwa Johna Irvinga. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzji książki nie planowałam. Wróciłam do niej po latach (z racji niedokończenia ostatnim razem) i dość pospiesznie przeczytałam. Ale mam zamiar na dniach obejrzeć ekranizację tej powieści i bardzo możliwe, że pojawi się w związku z tym "podwójna" recenzja. Z powodu tak przychylnych komentarzy chętnie ją napiszę ;-)

      Usuń
    2. Nooo, koniecznie, film też jest super, no i zagrał w nim fenomenalnie główną rolę Robin Williams. Napisz, bardzo Cię proszę!

      Usuń