poniedziałek, 19 stycznia 2015

43. Carrie Carrie Carrie

     Stephen King wciąż mnie nie przestaje zadziwiać. I za to przede wszystkim uwielbiam tego pisarza. Bo czy historia nastolatki obdarzonej zdolnościami telekinetycznymi nie zakrawa na banalną? Oczywiście, że tak, jednak dzięki Kingowi w żadnym momencie taka nie jest. Im więcej czytam jego książek, tym coraz bardziej się przekonuję, że ten pisarz i z kartonowego pudełka stworzyłby wielofunkcyjny wieżowiec.
     Carrie zdziwaczała, przerażona, naiwna i zrozpaczona. W jednej postaci skumulowane zostały chyba wszystkie negatywne emocje okresu dojrzewania. Co się z nimi dzieje w świecie realnym? Uzewnętrzniane są za pomocą stłumionego płaczu, doprawiane skrupulatnie nienawiścią, ale ostatecznie i zapomniane. Szkoła przecież się kończy i "żyje się dalej".
     A gdyby tak wszystkich prześladowanych i wytykanych za absurdalne niedoskonałości obdarzyć telekinetycznymi zdolnościami? Oj...największe huragany tego świata nie dorastałyby do pięt temu, co miałoby miejsce. Wyburzane szkoły, przygniatani kamiennymi blokami rówieśnicy, pożary studniówkowych kreacji i trzęsienia ziemi. Nagromadzona nienawiść wreszcie miałaby ujście, a wtedy wielu prześladowców pożałowałoby swojej postawy.
    Oczywiście do odwetu w stylu "oko za oko" nie nakłaniam. King na pewno również. Po prostu perfekcyjnie zaznacza problem takich wyklętych dzieci. Chociaż "zaznacza" to zdecydowanie za mało powiedziane, on nas po prostu nim uderza !
   

                         

                          
                                          Carrie (1976)                                     Carrie (2014)

     Potrójnie, można by sprecyzować. Po raz pierwszy pisząc książkę, a kolejne dwa razy godząc się na jej ekranizację. I do nich również, zaraz po przeczytaniu "Carrie", zdecydowałam się sięgnąć.      
    Zacznę od wniosku najważniejszego: nie polecam najnowszej ekranizacji. Jeżeli kino będzie serwować tak kiepskie produkcje potencjalnym czytelnikom Kinga, my- fani tego pisarza, szybko staniemy się bardzo osamotnieni. Najnowsza "Carrie" nie dorasta do pięt samej książce. Główna bohaterka bardziej infantylna niż szczególna, a pozostałe postaci do tego stopnia "naciągane", że aż śmieszne. I nawet Julianne Moore grająca matkę głównej bohaterki nie uratowała tego filmu.
    Co z "Carrie" z 1976 roku? I tu na szczęście bardzo pozytywne zaskoczenie. Reżyserowi gratuluję doboru głównych bohaterek (Carrie, jej matka i skruszona rówieśniczka), bo to one sprawiają, że film jest naprawdę na wysokim poziomie. Prześladowana nastolatka wiarygodna, matka słusznie przerażająca a rówieśniczka niesamowicie świadoma. Porażających efektów specjalnych nie ma, ale biorąc pod uwagę fakt, że ekranizacja z 2014 roku je posiadała, możemy śmiało stwierdzić, że nie zawsze takie efekty wpływają na wartość filmu.
    Czy po mojej recenzji nieświadomi wciąż chcą poznać losy wyjątkowej nastolatki? Mam nadzieję, że tak. Do książki sięgnijcie koniecznie, filmy natomiast pozostawiam do wyboru.

6 komentarzy:

  1. Do tej pory przeczytałam jedynie "Bucik 8" Kinga, co okazało się niezwykle nietrafnym wyborem, bo książka okazała się wręcz beznadziejna, przynajmniej w moim odczuciu. Jednak nie poddaję się i na pewno sięgnę po inne książki Kinga, chociażby po "Carrie". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie ! Jeśli nie "Carrie" to np. "Lśnienie", które również gorąco polecam.

      Usuń
  2. "Carrie" mam w planach :) Kinga lubię, choć przyznaję, że dawno nie czytałam żadnej jego książki. Mam nadzieję, że w tym roku częściej będę po niego sięgać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam, ale wtedy mnie nie zachwyciła, film zresztą też nie ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie tyle zaciekawiła, co przede wszystkim dała do myślenia. Może inne bardziej Cię zaintrygują ;-)

      Usuń