wtorek, 4 listopada 2014

36. Furia.

     Dla odmiany zacznę od wniosków.
     Jeśli film o tematyce wojennej, to tylko w kinie. Huk wystrzałów, błysk laserów i krzyki rannych w otaczających nas na sali głośnikach nigdy nie będą tak realne i tak przerażające, jak te w domu przed tv.
     Wniosek drugi: skoro postać grana przez Brada Pitta ostatecznie umiera, to aktor niestety, świadomie lub nie, zaczął już przynależeć do seniorów sztuki filmowej.
      
     Fanką filmów o tematyce wojennej jestem, ale nie tylko dlatego oceniam "Furię" jako naprawdę bardzo dobrą. Zróżnicowana i dopracowana pod względem osobowości załoga czołgu, realistyczne i profesjonalne efekty specjalne, akcje trzymające w napięciu do tego stopnia, że prawie wchodziłam w ekran, by niczego nie przegapić i ta kinowa reakcja publiczności ("łoooł") po każdym potężnym, niespodziewanym wystrzale. Wszystko to sprawiło, że wyszłam z kina wyjątkowo usatysfakcjonowana i zadowolona z powodu naprawdę sensownie wydanych pieniędzy.
      Druga przyczyna mojej dużej satysfakcji: co za szczęście, że powstał dobry film o walecznej załodze czołgu, o którym równie często można mówić, co o "Czterech pancernych i psie". Można się domyślić, że tego ostatniego nie znoszę i to nie dlatego, że mi się przejadł. Jestem z wykształcenia historykiem i nietrudno się domyślić, że hołdowanie filmowi kultywującemu "cenną przyjaźń polsko- radziecką" i perfidnie zniekształcającemu naszą historię naprawdę mnie drażni. "Furia", mimo skąpych wątków historycznych, jest prawdziwa i to jej kolejna zaleta.
     Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepiła. Tylko jeden członek załogi- najmłodszy przeżył. Ok, to jeszcze nie jest taki widoczny banał. Wyszedł z czołgu przez jego dolną klapę i zagrzebał się w błocie. Jednak zdecydowanie bardziej realne by było, gdyby go spod tego błota niespecjalnie było widać, a nie fakt, że Niemiec, który go spostrzegł, uśmiechnął się i poszedł dalej. Wrogi czołg wybił prawie wszystkich jego współtowarzyszy i nie było opcji, by powyższy Niemiec zachował w sobie choć gram litości wobec ocalonego alianta. No cóż, ideały ponoć nie istnieją, w sferze kinowej zwłaszcza.
     Czas na krótkie podsumowanie. Film bardzo dobry i póki jeszcze jest w kinach, nie wahajcie się ani chwili. Kobiety również, chociaż pewnie w sporej mniejszości. To tak a propos tego, co usłyszałam po seansie w toalecie. Tamtejsze Panie uskarżały się na swoich współtowarzyszy, że Ci zamiast wybrać jakąś "normalną, romantyczną" produkcję, zabrali je na 180 minut ustawicznego strzelania i rozrywania ciał. Takie historyjki sprawiają, że czasem się zastanawiam, czy ze mną jest wszystko ok.. ale to tylko czasem ;-)

4 komentarze:

  1. To ja znowu za filmami wojennymi nie przepadam, za to mój mąż jak najbardziej, więc mu podpowiem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś dla mnie ;) do kina pewnie nie pójdę, ale... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A szkoda, bo kino wyjątkowo odpowiednie do tego filmu ;-)

      Usuń