piątek, 9 sierpnia 2013

28. Sex story.

    Komedii romantycznych ciąg dalszy.
    Ashton Kutcher- wysoki, przystojny, hipnotyzujący wzrokiem i zdradzający Demi Moore. Natalie Portman- śliczna, filigranowa i intrygująca, rolą w "Czarnym łabędziu" podważająca wizualną słabość. Film, w którym grają tacy aktorzy nie mógł się okazać niczym innym, jak tylko arcydziełem. Jak ja nie znoszę takich "zaskakujących" zawodów... Nie pamiętam kiedy ostatni raz oglądałam coś tak kiepskiego i płytkiego.

            
Gatunek: komedia romantyczna
Produkcja: USA
Premiera: 18.marca 2011 (Polska), 11.stycznia 2011 (świat)
Reżyseria: Ivan Reitman
Scenariusz: Elizabeth Meriwether
Obsada: Natalie Portman, Ashton Kutcher
Moja ocena: beznadziejny (najniższa możliwa ocena)

    Zacznę, i możliwe, że skończę, od tego, co jest zdecydowanie największą katastrofą. Fabuła. Chaotyczna, niedopracowana i w wielu momentach kompletnie nierealna. Emma, zaradna i ambitna studentka medycyny, wplątuje się w romans z Adamem, któremu od początku stawia sprawę jasno: "nie nadaję się do związku, bo nie potrafię się zakochać, dlatego Ty też w taki sposób się wobec mnie nie zachowuj". Zero przytulania, partnerskich rocznic, prezentów czy po prostu gestów- tylko i wyłącznie seks. W założeniu dość poukładane, ale w praktyce co najmniej nieuzasadnione i nieuporządkowane.
    Adam raz się dostosowuje, drugi raz nie, bo Emma ucieka. I wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że zaraz wraca, by znów dziesięć razy zmienić zdanie. Między powrotami kochanków pojawiają się rzekomo zabawne sytuacje (takie pewnie miały być, ale nawet jedna warga mi nie drgnęła...) i dziwne, dość zawiłe, a nawet wręcz absurdalne zwroty akcji.
    Cała historia kończy się ostatecznie "szczęśliwie" (wielka miłość też wyjątkowo topornie rozkwitła), ale dla mnie najważniejsze było to, że się w ogóle skończyła. Nie znoszę tracić czasu, a przy tym filmie niestety mi się to zdarzyło. Bałagan, naciągany humor i bajeczka w tle. Nie polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz