poniedziałek, 22 lipca 2013

25. Carlos Ruiz Zafon "Książę mgły".

    "Czytelnicy, którzy znają mnie przede wszystkim jako autora Cienia wiatru i Gry anioła, mogą nie wiedzieć, że moje pierwsze cztery powieści zaklasyfikowane zostały jako literatura młodzieżowa"- tymi m.in. słowami, poczytny obecnie Zafon, wprowadza nas do "Księcia mgły". I rzeczywiście, z powyższą sugerowaną klasyfikacją się zgadzam, co wcale nie znaczy, że powieść nie przypadła mi do gustu.

                                                  
Wydawnictwo: MUZA
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Liczba stron: 198
Okładka: miękka
Moja ocena: może być

    Zaczyna się sympatycznie: rodzina Carverów przeprowadza się do nadmorskiego miasteczka, by tam ich dzieci mogły przeżyć niezapomnianą przygodę. Brzmi optymistycznie, ale wręcz przeciwnie się kończy. I to jedyna rzecz, która mi się nie spodobała. Skoro temat popularny, czy wręcz banalny to i zakończenie powinno być szczęśliwe. A tu, niestety, takie nie było. "Nie lubię"- chciałoby się rzec po przeczytaniu fragmentu o śmierci jednego z głównych bohaterów.
    Pamiętam wiele młodzieżowych powieści, przeczytanych przeze mnie w adekwatnym wieku i do dziś kojarzę ten dreszczyk emocji przy wyczekiwaniu na optymistyczny finał przygód grupy przyjaciół. Młodzi po to przede wszystkim sięgają po książki i takich "brzydkich" rzeczy, jak w powyższej powieści Zafona, po prostu im się nie robi :/
   Wyłączając więc zakończenie, "Księcia mgły" jak najbardziej można przeczytać. Nie jest to dzieło ambitniejszych polotów, ale takie, przy którym psychicznie odpoczywamy i, co za tym idzie, się "odmładzamy". Znajdziemy bowiem tu przede wszystkim: sporo fantazji, przyjaźni, szczyptę pierwszej miłości i emocji przygód. Udanej lektury :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz