środa, 29 maja 2013

16. "Przed świtem" Stephenie Meyer.

      Lepiej późno niż wcale, jak to się mówi. To tak a propos dwóch spraw: zakończenia WRESZCIE mojej przygody z sagą i znalezienia w niej na bis WRESZCIE w końcu czegoś sensownego.
     Bella i Edward w końcu się pobierają. Spędzają cudowny miesiąc miodowy na wyspie, który jednak muszą przerwać z powodu...ciąży Pani Młodej. Dziecko zagraża życiu matki, jednak ta nie chce z niego zrezygnować. O całym zamieszaniu dowiadują się Volturi i w życiu zarówno wampirów, jak i wilkołaków dochodzi do wielu zmian..
                                      
      Książka arcydziełem według mnie oczywiście nie jest, ale ze wszystkich części sagi "Zmierzch" oceniam ją zdecydowanie najlepiej. No bo wreszcie coś się zaczęło dziać! Banalne, miłosne dialogi zostały okrojone na rzecz "jakiejś" akcji i "jakiś" postaci. Przygody Belli i Edwarda urozmaiciło sporo innych wampirów, a akcja o dziwo zmieniała kilkakrotnie swój bieg. I wyobraźcie sobie, że nawet mnie to potrafiło zaciekawić ! Szkoda tylko, że dopiero po zmarnowaniu czasu na trzy poprzednie części, dlatego też mimo wszystko tego tytułu polecać nie będę. No bo przecież czas szanować trzeba :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz