sobota, 4 maja 2013

14. Mój rower.

     "Mój rower"- polski film w reżyserii Piotra Trzaskalskiego, mający swą premierę w listopadzie 2012 roku. Film to historia dziadka, ojca i syna, którzy rozrzuceni po różnych częściach Europy, spotykają się po latach, by odnaleźć babcię. Od Włodka bowiem odchodzi żona. Z racji zaawansowanej cukrzycy na ratunek przybywa jego syn Paweł- światowej sławy pianista oraz wnuk Maciej na stałe mieszkający w Londynie. Początkowo spotykają się w jednym celu: muszą odnaleźć babcię, ale z czasem, w wyniku natłoku wielu pokoleniowych niesnasek, nieświadomie obierają inny: stanie się na nowo rodziną.
                  
     Film "przyjemny" czyli z gatunku tych, przy których można odpocząć. Już od pierwszych sekund mi się spodobał, zanim o dziwo jeszcze zobaczyłam obraz. Tak tak, to nie pomyłka :) Wszystko za sprawą muzyki. Melodia w tle początkowych napisów od razu wprowadziła mnie w odpowiedni nastrój.
     Gra odtwórcy roli dziadka była tym, co zraziło mnie w pierwszej kolejności najbardziej. Jest dość sztuczna i kompletnie nie taka, jaką na aktora przystało. Ostatecznie jednak ta cecha podziałała na korzyść całego obrazu. Postać dziadka przyjęła bowiem formę tego, który na tle pozostałych bohaterów jest wyjątkowo prawdziwy.
     Założeniem całego filmu była pochwała męskiej przyjaźni i wiara w możliwość zażegnania wieloletnich, rodzinnych sporów. Czy reżyserowi się to udało? Niezupełnie. Dziadek, syn i wnuk zaczynają w końcu, po wielu nieudanych próbach, w końcu ze sobą rozmawiać, ale to wcale nie znaczy, że ich kontakty stały się wreszcie "normalne". A może nie miały się takie stać? Może po prostu wystarczyło, że się pojawiły? Tego nie wiem, jednak same próby osiągnięcia któregoś z tych celów sprawiają wrażenie dość chaotycznych. Ciąg wydarzeń jest względnie stabilny, ale bez specjalnej kulminacji i "triumfu".
     Chociaż no tak, zostało jeszcze zakończenie. Przyznam szczerze, że gdyby nie ono, film mogłabym zaliczyć nawet do dobrych, bo pomimo swych niedoskonałości ma w sobie jednak coś urzekającego. A "finał"..no cóż...śmierć dziadka przy akompaniamencie syna jest dla mnie kompletnym niewypałem. Często takie tkliwe i patetyczne zakończenia zamiast wzruszać i wywoływać charakterystyczną ulgę u widza, przynoszą kompletnie odwrotny skutek.
     Podsumowując: jeśli chcesz odpocząć przy przyjaznym i zwyczajnym filmie koniecznie sięgnij do tego. Tylko pamiętaj go wyłączyć dwie minuty przed końcem jeśli się nie chcesz kompletnie rozczarować :P  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz