środa, 1 maja 2013

13. "Zaćmienie" Stephenie Meyer.

     Zaćmienie umysłu chciałoby się rzec... bo dawno nie czytałam czegoś, co w absolutnie żaden sposób nie skłoniło mnie do myślenia. Ironiczny śmiech i przewracanie oczami- to najsilniejsze odczucia, jakie miałam podczas czytania tej książki.
                                                 
    Kolejne przygody Belli- naiwnej, słodkiej i ślamazarnej idiotki i nieskazitelnego "marmurowego" Edwarda. Tym razem przychodzi im się zmierzyć z armią nowonarodzonych i kolejnymi dylematami w stylu: "zostać wampirem, czy umrzeć z miłości do Edwarda jako człowiek?". To wszystko nie brzmiałoby tak fatalnie, gdyby nie fakt kulminacyjnego zawiązania akcji. Tak! Autorka postanowiła nas "zaskoczyć" i rozkochała Bellę w Jacobie. Jeszcze nigdy nie miałam do czynienia z bzdurami w stylu: "Och, kocham Edwarda, ale odkryłam, że JEDNOCZEŚNIE jestem zakochana w Edwardzie. Edward to moje życie, ale jak będę mogła spojrzeć w oczy Jacobowi wiedząc, że w nim również jestem zakochana?" O ja pierd... itd. Standardowy Marysuizm od pierwszych akapitów sagi to pikuś przy tym, co Meyer wymyśliła tym razem. Być zakochanym w dwóch mężczyznach naraz?? No rzeczywiście, jest tu ten cenny skrawek rzeczywistości, który powalił mnie na kolana. "Moda na sukces" od razu mi przyszła na myśl i porównując "Zaćmienie" do tego serialu posunę się jeszcze dalej: postaci kompletnie nierealne, dialogi chaotyczne i infantylne, akcja banalna przy kilkusekundowej kulminacji. Gdybym wiedziała, że tak to się skończy, od razu bym tylko do tego jednego rozdziału sięgnęła.
     I pomyśleć, że "Zaćmienie" zaliczane jest do literatury kobiecej. Nie zgadzam się z tym, bo nie wierzę, by wszystkie kobiety były tak płytkie i mało ambitne. Jakaś część na pewno (ostatnio miałam nawet "przyjemność" taką fankę sagi napotkać), ale cóż, świat nie jest idealny. Dlaczego więc te książki cieszą się aż taką popularnością? Komercha i jeszcze raz komercha. O przenikającej wszystko i wszystkich reklamie nie wspomnę. "Nie czytałaś tego? Przecież wszyscy czytali!"- tak, dokładnie to m.in. mam na myśli.
     Dziewczyny, baby i kobietki: nie traćcie czasu na bajki o wampirach, bo używanie mopa jest zdecydowanie konstruktywniejsze niż to. Nie dajcie się złapać w sidła reklamy, tak jak ja to zrobiłam. Ofiar już zdecydowanie wystarczy !
     A wiecie, co w tym wszystkim jest najgorsze? Ostatnią część zaczęłam czytać, ale to wszystko tylko i wyłącznie ze względu na moją jedną z największych wad: nieuleczalną perfekcjonistką jestem i jeśli coś zacznę, to muszę to doprowadzić do końca. Byle jak najszybciej.
    Ps. A propos bajek o wampirach. Nigdy, przenigdy (!) nie sięgnę do "Pięćdziesięciu twarzy Greya". Chyba bym rozum musiała stracić. Książka jest oceniana jeszcze gorzej niż saga Pani Meyer, a mi jest naprawdę ciężko sobie wyobrazić, że jest na tym świecie coś jeszcze słabszego :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz