niedziela, 7 kwietnia 2013

12. Dan Brown "Zaginiony symbol".

     Przeczytałam wszystkie powieści tego autora i to, o dziwo, bez oglądania ich ekranizacji (musiałabym to wreszcie któregoś dnia nadrobić:P ). Pamiętam, jak "wchłonęłam" "Kod Leonarda da Vinci", o zachwycie nad "Aniołami i Demonami" nie wspominając ;) Pozostałe pozycje, dla odmiany, były już po prostu przeczytanymi, ale mimo to nie żałuję, że poświęciłam na nie swój czas.
            
    Podobnie rzecz się ma z najnowszą powieścią Dana Browna: "Zaginiony symbol" (biorąc pod uwagę rok jej pojawienia się na rynku, słowo "najnowsza" jest tu chyba już trochę nie na miejscu). Dzieło opisuje kolejne przygody Roberta Langdona, który, jak wiemy, już nie raz został "sponiewierany" przez pisarza. Langdon przybywa tym razem do Waszyngtonu i to w tym mieście przyjdzie mu rozwiązać kolejną zagadkę.
     Książka, moim zdaniem, nie trzyma w takim napięciu jak pierwsze powieści Browna, ale kilka takich momentów posiada. Pisarz zniechęcił mnie nagłym "wskrzeszeniem" Roberta (nie wiem dlaczego, ale tego typu historyjki wiecznie kojarzą mi się z "Modą na sukces" i trzykrotną ? śmiercią Tylor:P), by zaraz potem pozytywnie zaskoczyć prawdziwą tożsamością oprawcy. Powieść posiada wiele ciekawych elementów merytorycznych, które potrafią nas zachęcić do dalszego poszukiwania wiedzy na dany temat i za to przede wszystkim tego pisarza cenię. Warsztat literacki też ma dobry, co wcale nie znaczy, że w niektórych momentach nie niepowtarzalny (banalny?). O przywracaniu do życia wspomniałam, pozostaje mi więc tylko napomknienie o kolejnej pięknej i mądrej kobiecie przy boku głównego bohatera. Do przygód Jamesa Bonda, jak widać, nie tylko my, powszechni śmiertelnicy mamy słabość ;)
      Podsumowując: jeśli ktoś ma chęć połączyć przyjemne z pożytecznym, niech nie zapomina o powieściach Dana Browna :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz