czwartek, 16 sierpnia 2012

5. "Wojna futbolowa" Ryszarda Kapuścińskiego.

       To nie pierwsze dzieło Kapuścińskiego, jakie czytam; już dawno doceniłam jego twórczość. Zaczęłam od słynnego "Cesarza", który mało kogo nie zachwycił; potem przyszedł czas na "Heban" i znakomite "Imperium".
     Dziś skończyłam "Wojnę futbolową" i podobnie jak poprzednie dzieła Kapuścińskiego absolutnie mnie nie rozczarowała. Autor znów wędruje po Afryce, ale zahacza również o Amerykę Południową. Oniemiałam po wnikliwym studium historii RPA i jej mieszkańców i byłam pełna podziwu po uzasadnieniu niechęci do własnego koloru skóry, który w tamtejszych regionach stanowi fundament ludzkiej hierarchii. Kapuściński jest dla mnie geniuszem. Potrafi w wyjątkowo przejrzysty i intrygujący sposób zaciekawić laików historią plemion, kultur i genezą wojen. To już czwarta jego książka, jaką czytam, a wciąż nie potrafię rozgryźć, jak ten człowiek to robi.
     Relacje w "Wojnie futbolowej" pochodzą z lat siedemdziesiątych. Jeśli kiedykolwiek trafię do któregoś z opisywanych przez Kapuścińskiego miejsc, na pewno nie omieszkam zrobić porównania. Trafię.. nie jestem w stanie; co najwyżej zwiedzę turystyczne dzielnice. Niesamowity człowiek..

czwartek, 2 sierpnia 2012

4. "Lala" Jacka Dehnela.

     "A powieść jak ta lala".. Niestety nie zgadzam się z tą oceną, bo po przeczytaniu tej pozycji z przykrością stwierdzam, że mnie nie zachwyciła.
     Opowieść owszem, bogata i specyficzna. Wnuczek charakteryzuje życie wiekowej staruszki na podstawie jej wspomnień. Brak chronologii absolutnie nie zniechęca- nawet wręcz przeciwnie. Powieść jest pełna kolorowych historyjek, anegdot, czy nawet żartów. W wyjątkowo malowniczy sposób nakreśla długie i bogate w rozmaite wydarzenia życie konkretnej jednostki. Dlaczego jednak nie sięgnę po inne dzieła Dehnela? Bo to jedno intensywnie skojarzyłam ze "Sto lat samotności" Marqueza i jego kopią "Prawiek i inne czasy" Olgi Tokarczuk, a które owszem, doceniłam, ale niekoniecznie chcę je powtarzać jak refren.
     Idę kiedyś na targ warzywny w Brukseli. Kupuję to, śmo, owo, wreszcie pęczek marchewki od jakiejś kobity. Zorientowała się po akcencie, że jestem nietutejsza, i pyta, skąd pochodzę. Ja, że z Warszawy. "To w Rosji, prawda?" "Nie", mówię, "w Polsce". "A tak", dodaje po dłuższym zastanowieniu, "może i w Polsce. Słyszałam, że wojna to was nie oszczędziła." "Cóż, rzeczywiście, sporo wycierpieliśmy", odpowiadam. A ona na to: "Tak, tak. A i u nas w Brukseli co to się działo! Jakie straty. Tylko na mojej ulicy w jedenastu domach szyby wybiło", i patrzy na mnie ze współczuciem. Chcę płacić, a ona na to: "Nie, jak pani z Warszawy, to niech pani nie płaci", no i dała mi za spaloną Warszawę pęczek marchewki. -cytat z powieści idealny na okoliczność dzisiejszej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Cześć  ich pamięci.

poniedziałek, 30 lipca 2012

3. Wstyd.

  Film w reżyserii Steve'a McQueena, mający polską premierę 24. lutego b.r.

    Głównym bohaterem jest Brandon, 30- letni singiel z Nowego Jorku, który nie potrafi zapanować nad swoim życiem erotycznym. W opisach podają, że "atrakcyjny", ja jednak nie do końca się z tym zgadzam. Podany wiek zresztą też budzi moje wątpliwości.
     Krótkotrwałe i nałogowe kontakty z kobietami, obsesja na punkcie prasy i multimediów erotycznych; psychicznie niezrównoważona siostra dowodem na istnienie tajemniczej przeszłości rodzinnej- wszystko to jako całość miało stworzyć obraz współczesnego nam seksoholika i podłoże jego stanu. Zamiar reżysera, niestety jak dla mnie, okazał się kompletnym niewypałem. Seksoholicy to ofiary niezmiennie pedzącego świata i kwestia patologii jest tu co najwyżej dodatkiem.
     Sceny erotyczne śmiałe, aczkolwiek nie niespotykane. Film momentami nudny i bezcelowy. Rodzeństwo z problemami, których i tak nie da się rozwiązać. I akurat ta część filmu spodobała mi się najbardziej, bo jest wyjątkowo wiarygodna. Ckliwe zakończenia w stylu: walka z nałogiem i wstąpienie do grupy wsparcia zepsułyby ten obraz maksymalnie. Bohater ma chwile załamania i zadumy, ale ostatecznie  pieprzy się jak dawniej z kim popadnie i już nawet kwestie moralno- etyczne przestają mu w tym przeszkadzać.
     Za co mogę pochwalić? Za, mimo iż pikantne, ale, o dziwo, wyjątkowo udane połączenie wzruszającej skrzypcowej muzyki z trzyosobową orgią.

czwartek, 19 lipca 2012

2. Galerianki.

    Jak już wspomniałam w opisie, na filmy zerkam rzadziej niż do literatury, ponieważ ta jest mi zdecydowanie bliższa. To nie znaczy, że nie lubię kina, ale na pewno tak często mu się nie przyglądam, jak książkom. Świadczy o tym chociażby fakt, że niektóre kinowe pozycje nadrabiam dopiero z kilkuletnim opóźnieniem, bo najzwyczajniej w świecie swego czasu nie czułam potrzeby, by do nich zaglądać.

 "Galerianki"- film fabularny w reżyserii Katarzyny Rosłaniec z 2009 roku. Właśnie obejrzałam i przyznam szczerze, że wyjątkowo skłania do myślenia. Opowiada o nastoletnich dziewczynach, których najważniejszym zajęciem jest szukanie sponsorów i świadczenie im usług seksualnych w zamian za kupno markowych ciuchów. W sumie nie musiałam tego pisać, bo pojęcie to przez większość z was jest doskonale znane. Film ten w moim rozumieniu je poszerzył, ponieważ wcześniej myślałam, że galerianki to przede wszystkim dorosłe kobiety. Skąd taki kierunek? Otóż swego czasu byłam w jednym z droższych klubów we Wrocławiu i osoba, która mnie tam zaprowadziła na wstępie oznajmiła, że można tam najczęściej spotkać panny szukające sponsorów (dodam, że klub posiadał ograniczenie wiekowe minimum 21 lat). Jak więc widać, patologię tę nie można wytłumaczyć jedynie niedoświadczonym rozumkiem smarkul gimnazjalistek. Tak, dla mnie to patologia. Bo nie wyobrażam sobie dziewczyny/ kobiety z "normalnego" domu, który się ima tego "zajęcia".
     Co o samym filmie? Krótki, ale konkretny i dobry. Aktorki: Anna Karczmarczyk i Dagmara Krasowska stały się od dzisiaj moimi idolkami; jednak nie aż na tyle, by skłonić mnie do oglądania seriali ;) Dialogi są powalające, a film dzięki nim wyjątkowo wiarygodny. Muzykę bym tylko w niektórych momentach zmieniła, ale to chyba dlatego, że po prostu nie słucham hip- hopu. Najlepszy, według mnie, tekst: "Jak kupisz mi jeansy, to zrobię Ci loda" :))

wtorek, 17 lipca 2012

1. Czytam.

Jacek Dehnel jest przez niektórych zaliczany do grona najciekawszych prozaików. Jak na tak młody wiek (32 lata), to spore osiągnięcie. Czy rzeczywiście jest aż tak wartym uwagi pisarzem? Postanowiłam się sama o tym przekonać.
Obecnie czytam:    


..i niebawem podzielę się na blogu swoimi wrażeniami.